sobota, 30 października 2010

Demeter - Salt Air

Żeby zakończyć morską serię zapachów Demeter, które na razie miałam okazję poznać, przedstawiam Salt Air. Zapach leżący gdzieś pomiędzy surowym Ocean, a lekkim Hawaiian Surf. I przez to, że leży tak w złotym/szarym środku, to bardzo szybko straciłam nim zainteresowanie.

Otwarcie zapachu podobne jest do wszystkich morskich perfum Demeter- mocne, zajeżdżające solą i syntetyczną cytrynką. Potem zapach się układa i tym razem wychodzi morski odświeżacz powietrza. Tak jak Ocean miał w sobie trochę tego nieoczywistego, dzikiego piękna, a Hawaiian Surf lekką słodycz, tak Salt Air wydaje mi się zupełnie nijaki. W sumie rzeczywiście jest jak morskie powietrze. Bez plaży, skał, dzikich fal, mew, glonów, spróchniałych konarów. Bez niczego poza nadmorskim powiewem, odrobiną zieleni i ... szumem wody w muszli [klozetowej] :D Do tego dość długo trzymają się na mnie wyraźne cytrusowe nuty.

Salt Air jest zapachem  słonym , rześkim, przeszywającym. Mającym w sobie pewną siłę natury, ale już oderwaną od reszty przyrody. Jakby przeniesioną w inne miejsce.

Myślę, że 10ml Salt Air, które mam, na razie ze mą zostanie. Spróbuję go przetestować latem [albo jak gdzieś wyjadę w ciepłe kraje] i mam nadzieję, że swoją zawiedzioną recenzję odszczekam. Co prawda nie zapowiada się na to, ale może latem zapach się sprawdzi. Nad prawdziwą wielką wodą, być może Słone Powietrze znajdzie się we właściwym miejscu, we właściwym czasie i gdzieś rozmyją się toaletowe skojarzenia.

Opakowanie- charakterystyczne dla marki. 

Trwałość- od kiepskiej do średniej

Gdzie pasuje- na pewno nie na okres jesienno-zimowy. Wtedy kojarzy mi się z zapachem osób, które zbyt mocno 'odświeżyły' toaletę przed wyjściem i spray osiadł również na ubraniu :P Wydaje mi się ,że Salt Air może dobrze się układać blisko Słonej Wody ;)

Komu pasuje -unisex.

Ilustracje:
1) http://stanod.deviantart.com/art/to-catch-a-wind-129086971?q=boost%3Apopular+wind&qo=91

piątek, 29 października 2010

Feromony i perfumy z feromonami...czyli mądrość natury i produkcja głupot.


Rozważania na temat feromonów i ich wpływu należy zacząć [tradycyjnie] od wyjaśnienia czym one są . Najprościej byłoby powiedzieć, że to mieszaniny wielu różnych substancji chemicznych, często z jednym dominującym składnikiem, lub [rzadziej] są to jednoskładnikowe substancje chemiczne.
Naturalne feromony produkowane przez zwierzęta i rośliny. Wydzielane na zewnątrz organizmu służą do komunikacji np. feromony agregacyjne, do przywabiania osobników płci przeciwnej (feromony płciowe) lub do zwalczania konkurencji ze strony zbyt licznej populacji własnego gatunku lub obcych (feromony antagonistyczne). Inne feromony w świecie zwierząt służą pozostawiany śladu do danego miejsca [np. w przypadku mrówek czy szerszeni].

Większość feromonów to substancje lotne, wywołujące reakcję  już przy minimalnym stężeniu. W przypadku ssaków odpowiedzialny za wyłapywanie feromonów innych osobników jest tzw. narząd Jacobsona znajdujący się u podstawy przegrody nosowej. Odbierane przez układ nerwowy sygnały wędrują do podwzgórza służącego u człowieka za wydzielanie hormonów płciowych. A podwzgórze podobno wie co dla nas dobre :)

Za produkcję ludzkich feromonów odpowiedzialny jest tzw. major histocompatibility complex [ w skrócie MHC...i ja chyba wolę używać skrótu :P ]. MHC to grupa białek układu odpornościowego odpowiedzialna za wykrywanie i rozpoznawanie wirusów i bakterii , które z niecnymi zamiarami docierają do naszego organizmu. Białka te dziedziczymy po obojgu rodzicach i na zasadzie doboru naturalnego oraz 'urozmaicaniu' zestawu genów, najbardziej odpowiada nam 'zestaw' jak najbardziej odmienny od naszego własnego. To w dość skuteczny sposób eliminuje prawdopodobieństwo, że wabić nas będzie zapach kogoś z rodziny , umożliwi dobre 'przemieszanie się' genów , a co za tym idzie zwiększy szansę wydania na świat zdrowego i bardziej odpornego potomstwa. 

Geny MHC kodują białka we krwi. Białka wiążą się z cząsteczkami zapachowymi, a te wydostają się z organizmu wraz z potem i innymi płynami fizjologicznymi [śliną, krwią , mlekiem matki , nasieniem i wydzieliną pochwy]. Następnie, wraz z innymi zapachami, wędrują do nozdrzy osób z naszego otoczenia :]

Feromonami w wyborze partnera kierują się głównie kobiety. Badania wykazały, że kobiety są znacznie wrażliwsze na feromony. W 'teście' stwierdzono ,że aż 60% kobiet było w stanie rozpoznać swój własny, naturalny bukiet zapachowy, natomiast mężczyzn zaledwie 6%. 

Feromony mają duże znaczenie również w późniejszym okresie związku. Naukowcy przeprowadzili wywiad z ok. 50 parami o różnym stażu. Okazało się, że im więcej wspólnych genów para 'dzieliła', tym większe skłonności do zdrady i fantazjowania o innych panach miały kobiety. Wiąże się to z pochodnymi testosteronu - androstenolem i androstenem. Substancjami występującymi w pocie i wpływającymi na chemię kobiecego organizmu. Przy większym stężeniu tych substancji panie mają lepszy nastrój i ochotę na seks [i dodatkowe korzyści w postaci lepszej pamięci i zdolności  koncentracji].  Dodatkowo odnotowano u pań wyższe ciśnienie krwi i szybszy oddech. Najmocniejsze działanie 'męskiego potu' odnotowano u kobiet mających dni płodne...cóż. Wychodzi na to, że 'lecimy' na spoconych [ale czystych] facetów :)

Żeby zakończyć temat feromonów i przejść do popularnych i szeroko reklamowanych perfum z feromonami rzucę jeszcze garść ciekawostek :) :

- u osób , które straciły zmysł powonienia odnotowano spadek, lub zanik libido

-tabletki antykoncepcyjne zmieniają nasze preferencje. Kobiety stosujące je często wybierają partnera o MHC zbliżonym do ich własnego [czyli po odstawieniu tabletek  kobieta może nagle zmienić zdanie co do atrakcyjności partnera]. U kobiet stosujących doustną antykoncepcję zaobserwowano zmiany również w ich własnych zachowaniu. Przez preparaty o działaniu niwelującym wzrost poziomu estrogenu i testosteronu, kobiety mogą mniej przyciągać adoratorów. 

-podobno dziecko rozpoznaje matkę właśnie po jej feromonach [gdzieś czytałam nawet ,że kobiety z niemowlakami nie powinny golić się pod pachami, gdyż włosy zatrzymują feromony :) ]

- i na koniec odpowiedź na bardzo ważne pytanie: Dlaczego mężczyźnie dłubią w nosie?! 
Żeby lepiej wyłapywać feromony. Nos ogłupiały przez wszystkie te perfumy, zapachowe żele pod prysznic , balsamy itp.  domaga się czyszczenia  
[oczywiście ostatnią ciekawostkę należy potraktować jako żart. Czytałam go w jakimś męskim artykule w stylu 'czego kobiety nigdy nie zrozumieją :D ]

Teraz sprawa perfum z feromonami. Czy warto w nie inwestować? Czy mogą działać?

Moim zdaniem już prędzej podziałają na męskim torsie na panie, niż na kobiecej piersi na panów. Były przeprowadzone testy na wrażliwość' obu płci na feromony i mężczyźnie wypadli w nich kiepsko. Dlatego nie sądzę, żeby były jakiekolwiek efekty.

 Sprawa 'wabików' na kobiety również jest wątpliwa. Jak wspomniałam, kobiety szukają 'zestawu' zapachowego jak najbardziej odmiennego od ich własnego, a substancje użyte w takich perfumach MOGĄ zawierać zapewne jedynie pochodne testosteronu. Zresztą producenci przeważnie opisują jedynie 'mityczne' działanie preparatu, a nie podają składu. Być może po przeczytaniu opisu specyfiku, mężczyzna już zaczyna czuć się jak superbohater ,a kobieta jak sexbomba, ale efekty rynkowych feromonów nie są potwierdzone w żadnych wiarygodnych badaniach i nie wiadomo, czy użyte składniki mają coś wspólnego z LUDZKIMI feromonami. W niektórych produktach znajduje się na przykład zwierzęcy mocz... a myślę,że 'mocz moczowi nie równy' :)

Jedynym odczuwalnym efektem działania feromonów w spray'u może być to...że 'nosiciel' wierzy w ich skuteczność. W takim wypadku mogą zadziałać jak placebo i osobnik wypsikany 'potem superbohatera' nabierze większej pewności siebie [a ta już może coś zdziałać]. Sam specyfik niestety raczej nie pomoże.

Ilustracje:
Autorów dwóch pierwszych ilustracji nie znam.

3) Clamp

czwartek, 28 października 2010

Satellite - Padparadscha


Dla czystej formalności wspomnę skąd się wzięła dość oryginalna nazwa perfum Satellite. Padparadscha jest najrzadszą odmianą szafiru- kamieniem w odcieniach pomarańczy i różu. Największe złoża znajdują się na Sri Lance, lecz znaleziono również źródła w Wietnamie i Afryce.
Sama nazwa kamieni wzięła się z języka Singhalese i oznacza kolor lotosu [źródłosłów: padma raga - padma = lotus; raga = kolor.] TU można sobie pooglądać przykładowe kamyki. Kolor rzeczywiście ładny. I na tych odcieniach wzorowali się twórcy nadając kolor perfumom Satellite. Moim zdaniem płyn powinien być bardziej różowy, ale i tak jest ok :)


A sam zapach? Wyszukany, niecielesny, męski.

Otwarcie Padparadaschy jest przeszywające i cucące. Ostre i wiercące w nosie akordy jałowca działają prawie jak kubeł zimnej wody, lecz ziołowa ostrość szybko nabiera żywiczno-kadzidlanego charakteru i kompozycja sprawia wrażenie bardziej uduchowionej. Jakby pozbawionej ludzkiego czynnika , balansując na granicy sfery natury i duchowości. 
Wydaję mi się, że czuję tu liście laurowe,ale nie ma ich w składzie, więc albo mi się wydaje, albo to jałowiec, przesiąknięty innymi aromatami, płata figle :)

Gdyby przez cały czas trwania Padparadscha pozostała tak chłodno mistyczna, byłaby zapachem zupełnie nie dla mnie. Mimo oryginalności i urody byłaby zbyt zimna, niecielesna, zdystansowana. Jak piękna, lecz zbyt wyniosła kobieta, do której podejść odwagi nie ma żaden adorator.


Lecz po pewnym czasie zapach rozgrzewa się. Pokazuje nie tylko piękne , lecz i cielesne oblicze. Surowość suchej żywicy i ziół zostaje złagodzona prze miękkie słodkawe akordy ambry i drzewne ciepło. Niestety , ta faza jest na mnie bardzo zmienna. Czasami miękkie nuty, rozpływając wśród ziaren pieprzu i jałowca, gładko otulają skórę, innym razem ciepło wybija się tylko na chwilę, ustępując miejsca ziołowej ostrości i przenikliwemu chłodowi. Czasem natomiast wychodzi na mnie bardzo mocna nuta sandałowca, nadając kompozycji bardziej orientalnego charakteru. Zdecydowanie wolę tą miększą i łagodniejszą wersję Padparadschy. 

Trzecia faza składnia się ku chłodowi. Pachnie drzewinie i ziołowo. 
Padparadscha jest zapachem, w którym dominują przenikliwe nuty. Sprawia wrażenie dystansu, wzniosłości i intelektualnej zadumy. W formie wyjściowej jest czysta i przenikliwa, choć mi się najbardziej podobają te momentu zbrudzenia zapachu przez kleistą [choć nie lejącą] żywicę i ciepłą ambrą. 
Aromat jest przestrzenny. Pnie się do góry,  ulatuje pod sam sufit. Do tego jest bardzo suchy. Wysuszone są i przyprawy, i jałowiec. Z drewna również odparowała prawie cała wilgoć. 
Perfumy kojarzą mi się z Rock Crystal Oliviera Durbano. Myślę ,że spodobają się 'wielbicielom' 'Kryształu Górskiego'.

Gdybym miała spersonifikować ten zapach Satellite, przyjął by męskie oblicze. Byłby mężczyzną w kanciastych, prostokątnych okularach [ok...ewentualnie bez :P]. Wysokim, szczupłym. O bystrym, przeszywającym spojrzeniu niebiesko-szarych oczu.

Co do 'klejnotowej' otoczki, to jest zupełnie nieadekwatna. Zapach nie przywodzi na myśl odcieni pomarańczu i różu. W skali barw określiłabym go jako ciemny niebieski połyskujący zielenią. Czasem srebrem.

Opakowanie- flakon ładny, ale mogę to określić jedynie po zdjęciach, ponieważ nie dane mi było ani pomacać, ani zobaczyć 'na żywo' flaszki tego zapachu :)

Trwałość - średnia. Przeciętnie perfumy trzymają się na mnie ok. 4h. Z czego co najmniej godzinę krążą blisko skóry.

Gdzie pasuje-  polecałabym go raczej na wiosnę i niezbyt upalne lato. Biorąc pod uwagę trwałość i 'moc' perfum , znacznie lepiej powinny trzymać się na nagrzanej skórze. Przy temperaturach 5-10 stopni, zapach dość szybko zdycha.

Komu pasuje- unisex, ale ja go widzę na mężczyźnie. Jako męski zapach jest szalenie seksowny :>

Nuty zapachowe: 
pieprz, jałowiec, cedr, drzewo sandałowe, piżmo, ambra

Ilustracje:
1) Maggi's Harem

2) fragment plakatu do filmu 'Dorian Gray' .

3) nie znam autora :(

4) nie znam autora :(

wtorek, 26 października 2010

Demeter - Hawaiian Surf

Już nazwa zapachu wiele mówi. Hawaian Surf to perfumy morskie, ale ucywilizowane. Zatoka odgrodzona została od otwartego, pełnego niebezpieczeństw morza i wydzielona dla turystów, żeby mogli sobie poodmaczać dupska i pospłukiwać olejki do opalania :)
 Plaża w HS jest równie grzeczna jak morze - oczyszczona z wodorostów i glonów, z mokrego próchniejącego drewna i dogorywających meduz. Czyli wakacyjny raj dla rodzinki z dziećmi. Dla wielbiciela przyrody-już niekoniecznie.

Rozpoczęcie HS zawiera nutkę charakterystyczną dla znanych mi morskich zapachów Demeter. Czyli taki lekko syntetyczny, ostry powiew 'morskości' z cytrusowymi przebłyskami.

Po chwili, w czasie której Hawaiian Surf jest podobne do Salt Air, zapach pokazuje swoją własną twarz. Poza morskimi klimatami wyczuwam tu słodkawy, kremowy aromat - czyżby mleczko do opalania, żeby surfer się nie 'spalił'? :)
Soli w tej 'morskiej' opowieści jest niewiele. Mimo to zapach kojarzy się z z wakacjami, plażą, i  falami. Oraz z lasem parasoli.

Im dalej w stronę końca trwania HS, tym  bardziej surowy robi się zapach. Na szczęście, kremowość łagodząca ostrość paruje szybciej niż pozostałe nuty.

Hawaiian Surf nie jest złym zapachem . Jak dla mnie jest jednak zbyt grzeczny i zbyt mało trwały. Tak jak w przypadku surowego Ocean jestem w stanie się 'poświęcić' i co jakiś czas dopsikać dodatkową warstwę 'glonów i i wodorostów', tak tu po prostu mi się nie chce. HS mnie nie porywa i dalej na pierwszym miejscu wśród morskich zapachów Demeter pozostaje Ocean.

Opakowanie- charakterystyczne dla marki. Ja mam 15 ml splash [i oczywiście splash mnie wkurza :P]

Trwałość- zmienna. Od słabej do średniej. Przeciętnie ok. 3h [na mnie]

Gdzie pasuje- Zapach na co dzień w okresie wiosenno-letnim.

Komu pasuje- unisex

Ilustracje:
http://tooaya.deviantart.com/art/SDL-Surf-128684335?q=boost%3Apopular+surf&qo=0

poniedziałek, 25 października 2010

paco rabanne - Lady Million


czyli jedna Z miliona [podobnych]....

Przymierzając się do testów Lady Million nie spodziewałam się niczego szczególnego. I nic specjalnego też nie dostałam. Zapach jest wtórny i 'taki zwykły'. Jak setki innych damskich perfum - przyjemny, lecz totalnie pozbawiony charakteru. Stworzono go chyba z naciskiem na zachowanie wszystkich zasad bezpieczeństwa i ładu- niczego nie ma być na tyle dużo, żeby zwracało uwagę, nie należy dodawać żadnych kontrowersyjnych nut itp.

Pierwsza faza zapachu jest słodka jak nektar. Kwiatowo - owocowa. Mocno czuć neroli z jaśminem. Osłodzone miodem, orzeźwione cytryną. Z leciutką nutką goryczki. I to najładniejszy moment życia Lady na moim nadgarstku.

Wraz z rozwojem zapachu odparowują cytrusy i pozostaje mieszanka 'wykastrowanego' [czyt. pozbawionego mocy] jaśminu, z kobiecą gardenią i neroli. W tle dalej czuć słodycz miodu i leciutkie ciepło ambry. 

W trzeciej fazie na szczęście z zapachu nie robi są owocowo-kwiatowa, słodka papka. Tu nawet przyznałabym mały plusik, za to, że Lady Million nie wysładza się totalnie, ani nie osiada puszczoną 'samopas' ambrą. 
Nie wiem czemu trzecia faza kojarzy mi się trochę z szampanem. Poza tym specyficznym 'zapachowym tonem' czuć ambrę [w wersji delikatnej, ugłaskanej] i [ niepozwalające kompozycji zapaść w śpiączkę ] neroli.

Lady Million to rzeczywiście zapach złoty [jak flakon]. Z tym kolorem bez wątpienia się kojarzy. Aromat jest ciepły,  elegancki i sprawiający wrażenie dość luksusowego. Mimo to ubogi formą. Jednak wolę złote zapachy z dodatkiem morderczej tuberozy. Nie to, że lubię tuberozę. Ale przynajmniej jest nie tylko złoto, ale i [często] ciekawie :P

Nowy zapach Rabanne jest porządny [czyli nikt nie będzie patrzył na jego nosicielkę 'ze wstrętem' :) ], lecz do bólu nudny. Tylko pierwsza faza przyciągnęła moja uwagę. Druga upewniła, że nigdy nie będę chciała 'milionowego' flakonika, a trzecia podsunęła myśl 'no jednak jakąś klasę zapach ma', ale i tak nie zachęciła do ponownego użycia.

Podsumowując- Lady Million to zapach , który nie zwróciłby mojej uwagi. Chyba ,że wypachniona nim niewiasta wylałaby na siebie z pół flakonu...Jest tylko 'szablonowo' ładny.

Opakowanie- Flakon zaprojektowany przez Noe Duchaufour-Lawrance, nawiązuje swoim kształtem do znajdującego się w paryskim muzeum w Luwrze 140,5 karatowego brylantu, znanego pod nazwą Regent, Pitt, lub Milioner. Złota fasada i szklany spód flakonu w kolorze "whiskey on the rock" sugeruje niezwykle wartościową zawartość. Ja muszę powiedzieć, że flakon mi się nie podoba. Kojarzy mi się bazarowo. Poza tym jest niezbyt poręczny.

Trwałość- dobra

Gdzie pasuje- Lady Million to zapach bezpieczny i uniwersalny [więc jednak jest jakiś plus ;)]. Pasuje właściwie wszędzie, choć wydaje mi się, że na zimę ma za mało mocy. Mrozy go zduszą.
Nadaje się jako zapach dzienny i wieczorowy.

Komu pasuje -perfumy damskie. Dla kobiet , które nie lubią się za bardzo wyróżniać zapachem. Polecam paniom lubiącym perfumy bezpieczne i eleganckie.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: kwiat neroli, cytryna, malina
nuta serca: jaśmin, kwiat pomarańczy, gardenia
nuta bazy: paczuli, biały miód, ambra

Ilustracje:
http://michaelo.deviantart.com/art/Gold-Rush-113077573?q=boost%3Apopular+gold&qo=7

http://cacaicaliz.deviantart.com/art/Gold-After-1000-years-101362464?qj=2&q=boost%3Apopular+gold&qo=499

niedziela, 24 października 2010

Jakie zapachu lubią mężczyźni ? Jakie aromaty podobają się kobietom ? Czyli o olfaktorycznym szczęściu, przyjemności , miłości i seksie.

Na początku zaznaczyć należy, że to jaki zapach dana osoba lubi jest w dużej mierze sprawą indywidualną. Wiąże się m.in. z jej wspomnieniami, doświadczeniami, miejscami i osobami , które tkwią gdzieś w pamięci.
Na przykład: jeśli przed sesją egzaminacyjną, biedy student ma w zwyczaju pochłaniać tony 'makulatury' popijając je Red Bull'em, to zapach tego napoju zapewne kojarzyć się będzie z niezbyt przyjemnym okresem 'kucia'. Albo jeśli zatrujemy się czymś, zapach 'podstępnego' pożywienia będzie kojarzył się ... no ...nieprzyjemnie :)

To samo tyczy się doświadczeń przyjemnych i miłych. Jeśli ktoś kojarzy dom i ciepło rodzinne z szarlotką pieczoną przez mamę, pewnie zapach ciasta sprawi, że taka osoba poczuje się bezpiecznie i dobrze.
Jeśli jakiś aromat jest częścią 'rytuału odprężającego' [np. olejek lawendowy], to gdy go poczujemy później, w innej sytuacji najprawdopodobniej również doznamy podświadomego odprężenia.

Pomijając indywidualne 'właściwości', stwierdzono, że statystyczny mężczyzna i kobieta ma ulubione zapachy charakterystyczne dla swojej płci.


Według przeprowadzonych przez www.onepoll.com/ badań  na grupie 4000 Brytyjczyków stwierdzono, że na pierwszym miejscu 'męskich ulubieńców' jest zapach świeżo pieczonego chleba. Na drugim czysta pościel, na trzecim świeżo skoszona trawa.Na dalszych miejscach znajdujemy: woń ryby z frytkami, pieczeni, kawy, świeżego powietrza po deszczu, lawendy czy placek jabłkowy.
 Według innego badania, mężczyźni lubią zapach benzyny i smażonego boczku,a nie wzruszają ich specjalnie aromaty związane z noworodkami [zasypki 'do dupci', szamponiki i sam specyficzny zapach małego dziecka].


Jeśli chodzi o kobiety, to ulubionymi zapachami są świeżo pieczony chleb, trawa, czysta pościel, kwiaty [tak ogólnie], wanilia, świeżo zmielona trawa, czekolada, niemowlaki [ :) ], lawenda i deszcz  natomiast najgorszymi – pot, publiczne toalety, wymiociny, kosz na śmieci, mokra sierść psa, dym z papierosów i śmierdzące stopy.

Według innych badań zapachami działającymi na kobiety jak afrodyzjaki są m.in.: piżmo, ambra, wanilia i lawenda.

Do tego 9 na 10 badanych kobiet zdaje sobie sprawę z tego,że zapachy wpływają na ich samopoczucie i deklaruje,że mogę je uszczęśliwiać. 92% respondentek stwierdziło, iż specyficzne aromaty sprawiają, że są szczęśliwe, albowiem przypominają im o radosnym dzieciństwie, ukochanej osobie, poczuciu bezpieczeństwa, zadomowieniu i o pysznych potrawach.

Prawie połowa mężczyzn (48 %) przyznaje się do aromatyzowania własnego mieszkania czy domu, gdyż, jak twierdzą, pomaga im to się zrelaksować, uspokoić i wytworzyć odpowiedni nastrój. 94 % z nich uważa, że ładny zapach w domu jest ważny.

20 zapachów, które uszczęśliwiają Brytyjczyków [bez podziału na płeć]:
1.    świeżo upieczony chleb
2.    czysta pościel
3.    świeżo skoszona trawa
4.    kwiaty
5.    świeżo zmielona kawa
6.    świeże powietrze po deszczu
7.    wanilia
8.    czekolada
9.    ryba z frytkami
10.    smażony boczek
11.    pieczeń
12.    noworodki [nie wiem czemu dalej mnie to bawi :D ]
13.    cytryna
14.    lawenda
15.    benzyna
16.    placek jabłkowy
17.    świeżo zapalona zapałka
18.    róże
19.    konfetti
20.    gumowe opony

Tak się przedstawia sprawa statystycznie. Chcąc przypodobać się płci przeciwnej możemy używać perfum o danym zapachu [ w Bibliotece Demeter znajdziemy całkiem sporo z tych 'codziennych perfumowych dziwadeł' ], ale i tak nie daje nam to gwarancji powodzenia :) Dlatego radziłabym raczej wybrać zapach taki, jaki podoba się osobie, która będzie go nosić i darować sobie wybór perfum pachnących np. rybą z frytkami tylko dlatego,że ukochany przepada za tą potrawą :)
Perfumy mogą działać jak wabik na płeć przeciwną ,ale prawda jest taka,że gdy w danym zapachu nie czujemy się pewnie i seksownie, to nie będziemy się tak zachowywać. Wręcz przeciwnie- możemy podświadomie próbować się odsuwać [by zamaskować woń, którą sami uznajemy za nieprzyjemną],  lub złapać uciążliwą migrenę i marzyć jedynie o okładzie z lodem na czoło.


Inną sprawą jest 'zakodowanie' partnerowi swojego zapachu, tak żeby kojarzył się z naszą osobą. I to przyjemnie. Jeśli chcemy osiągnąć taki efekt, poleciłabym nie zmieniać zapachu co chwilę. Trzeba przetestować sporo dostępnych perfum i wybrać parę [zależnie od okazji i pory] . Z nich jeden, który ma być tym ' signature scent'em ' [podpisem zapachowym].

'Kodowanie' odbywać się powinno przez wywoływanie miłych i przyjemnych doznań przy udziale tego, wybranego i używanego najczęściej zapachu . Mogą to być czułości, może być coś więcej [:D]. Ważne ,żeby w intymnych chwilach pachnieć właśnie tymi perfumami. Wtedy, nawet gdy partner/ka poczuje zapach TYCH perfum na ulicy, lub ma przy sobie coś spryskanego danymi perfumami, powinien/nna mimowolnie skojarzyć aromat z naszą osobą.

Ilustracje:
1) https://www.cartoongallery.com/Webstore/images/P/81442.jpg

2)http://ummundomagico.blogs.sapo.pt/arquivo/pepe_le_pew.jpg

3)http://image59.webshots.com/159/6/66/22/2373666220097948545iqWeaL_ph.jpg

4)http://media.photobucket.com/image/loony%20toones%20skunk/xmarluix/pepe-le-pew3.jpg

sobota, 23 października 2010

Romea D`Ameor - The Great Empresses of Japan

 Francuska marka Romea D`Ameor stworzyła siedem zapachów zainspirowanych pięknymi, charyzmatycznymi kobietami, które  zapisały się w historii.  Z 'haremu' marki możemy wybrać sobie którąś z następujących pań : The Princess of Venice, The Great Inca Priestesses, The Mistresses of Louis XIV, The Sovereigns of Egypt, The Great Empresses of Japan, The Secret Heroines of the Tsar, The Taj Mahal’s Eternal Love.

Jako, że mam pewną słabość do władczych Azjatek [ ;) ] -na pierwszy ogień poszła The Great Empresses of Japan. 

Skoro juz perfumy odpowłują się do pewnej postaci, warto wspomnieć o kogo chodzi [szczególnie ,że nazwa perfum nie wymienia imienia cesarzowej]. 

Muzą dla powstania tych perfum była |Suiko- pierwsza cesarzowa Japonii [czyt. pierwsza kobieta na tronie ]. Panowała w latach 593-628.
Historyczny wkład Suiko nie ograniczał się jedynie do tego,że przetarła drogę do tronu innym kobietom. Jej intronizacja uciszyła waśnie między dwoma, potężnymi klanami, które usiłowały obsadzić swoich członków na tronie. Jednak co rusz taki kandydat 'przypadkiem' umierał. Żeby zapobiec waśniom, dwór wzniósł na tron Suiko [której bracia i ich żony również jakoś dziwnie często umierały].

Jako władczyni Suiko była niezależna od rodów arystokratycznych. Wprowadziła w Japonii buddyzm jako 'jedyną prawdziwą religię ' [sama niedługo przed intronizacją została mniszką buddyjską].  Spowodowało to m.in odnowienie stosunków dyplomatycznych z Chinami. Za swego panowania cesarzowa wprowadziła w Japonii wiele chińskich praw i zwyczajów oraz stworzyła nowe prawo oparte na prawie chińskim.
Zapach w otwarciu jest rokosznie, niejednoznacznie słodki. Przez gęstość nut, które czuć od początku aromat nie kojarzy się z żadnym konkretnym składnikiem ,ale rozbijając go na części na pewno mogę wyczuć słodycz ylang-ylang i tonki, z odrobiną melona [który mimo wszystko wybija słodycz w kierunku owocowym] i mieszającą , dezorientującą frezję.

Dość szybko zapach zupełnie zmienia kierunek. Mimo prawdziwej lawiny kwiatów w nutach serca, zapach idzie w stronę słodko-drzewną. Dalej czuć tą samą [choć znacznie mniej owocową] słodycz duetu ylan-ylang+tonka z dodatkiem drewna tekowego, wetiweru, trochę pudrowego irysa i miękkiego, ledwo wyczuwalnego sandałowca. Kwiatów prawie na mnie nie czuć. Przez 'zbitą' kompozycję wybija się jedynie słodkawy, delikatny fiołek.  
Funkcją kwiecia jest nadanie perfumom dość lekkiego , kobiecego charakteru. Rozrzedzenie pozostałych składników i odciążenie gęstej słodyczy. No i nadanie romantycznego charakteru.

I taka jest najdłuższa faza zapachu. Ciepła, drzewna, z przyjemną, choć trochę 'zwykłą', pudrową słodyczą.

Im bardziej zbliżamy się do końca, tym lżejsza i bardziej przejrzysta staje się kompozycja. W ostatniej fazie Japońska cesarzowa staje się już drzewną,słodkawą, jednowymiarową masą.
Za wadę zapachu [poza popsutym 'końcem'] uznaję...brak skojarzeń z Japonią! Część składników jest z Azji,a mimo to nie czuć w perfumach powiewu wyspiarskiego Nipponu...no, ale chyba tak to już jest,że jak perfumiarz nie wrzuci do flaszki bambusa, lotusa, 'nut wodnych' itp., to ciężko uzyskać azjatycki klimat. 
Przyznam szczerze ,że marzy mi się Japonia malowana 'prawdziwymi' kwiatami piwonii [tak, pamiętam ,że nie jestem wielką fanką zapachów kwiatowych. Ale na piwonię mam ochotę :P], z odrobiną nut wodnych. Coś a'la L'Ombre Dans L'Eau Diptyque , tyle ,że delikatniejsze, bardziej 'wschodnie' i jeszcze głębsze ;) Jeśli na taki zapach kiedyś trafię, na pewno napiszę. 
Na razie jednak pozostaje mi cieszyć się ładną ,choć mało azjatycką cesarzową.Gdyby jeszcze perfumy Romea D'Ameor były bardziej charakterystyczne, pewnie mój pazerny 'nos'  kombinowałby jak tu zdobyć flakon. Jednak Cesarzowa mimo swojej urody jest nieco pozbawiona charakteru. Kompozycja 'brzmi' bardzo przyzwoicie, ale brakuje w niej mocy, magnetyzmu,uduchowienia i siły pierwszej kobiety na japońskim tronie.

Opakowanie- ładny, delikatny flakon.

Trwałość- średnia

Gdzie pasuje- zapach na dzień. Na wiosnę , jesień i ewentualnie zimowe dni spędzane 'w pomieszczeniach' [cesarzowa nie lubi zimna :P].

Komu pasuje- zapach damski.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: frezja, melon, ylang-ylang
nuta serca: fiołek, róża , konwalia, piwonia, heliotrop, irys
nuta bazy: wetiwer, drewno sandałowe, drewno teakowe, korzeń irysa, bób tonka

Ilustracje:
http://www.agasang.org/

autora drugiej ilustracji nie znam.

http://s682.photobucket.com/albums/vv182/Pipe_Foxx/other%20anime%20stuff/?action=view&current=Silk_by_gtako.jpg&mediafilter=images

piątek, 22 października 2010

Najpopularniejsze zapachy 2010 [październik]

Wchodząc na strony perfumerii [zarówno tych internetowych jak i stacjonarnych] można znaleźć rankingi najchętniej kupowanych zapachów. Ciężko powiedzieć na ile wyniki są miarodajne - pewnie w dużej mierze zależą od promocji na dany zapach, ale mimo to wysokie stężenie wielu z tych zapachów da się wyczuć na polskich ulicach.

Zestawiłam ze sobą 'bestsellery' paru popularnych perfumerii i na dzień dzisiejszy prezentuje się to następująco:

Perfumerie stacjonarne:

Douglas:

Top 10
1. Armani - Acqua di Gioia
2. paco rabanne - Lady Million
3. DKNY - Be Delicious
4. Chanel - Coco Mademoiselle
5. Chanel - Chance Eau Tendre
6. Calvin Klein - Euphoria
7. Chloe- Chloe Love
8. YSL - Belle D'Opium
9. Lancome - Tresor in Love
10. Christian Dior - J'adore

Sephora:


Top 5 zapachów damskich
1. Armani - Acqua di Gioia
2. Calvin Klein - Euphoria
3. Christian Dior - J'adore
4. Lancome O D'Azur
5. DKNY - Be Delicious


Top 5 zapachów męskich
1. Boss Bottled. Night
2. Armani Acqua Di Gio
3. Dior Fahreinheit
4. Boss Homme Hugo Boss
5. Armani - Black Code

Perfumerie internetowe:

Pedet [ www.pedet.pl ]

1. Elizabeth Arden - 5th Avenue
2. Cacharel - Liberte
3. Elizabeth Arden - Ardenbeauty
4. Calvin Klein - Truth
5. Calvin Klein - Eternity
6. Cerruti - Image Woman
7. Calvin Klein - ck IN2YOU her
8. Burberry - Burberry woman
9. Davidoff - Cool Water woman
10. Elizabeth Arden - Green Tea

Perfumy-perfumeria [ www.perfumy-perfumeria.pl ]


1. Calvin Klein - Eternity
2. Calvin Klein - Euphoria
3. Hugo Boss - Hugo Boss no.6
4. Lanvin - Eclat D'Arpege
5. Moschino - I Love Love

Dolce [ www.dolce.pl ]

1. Hugo Boss - BOSS Bottled
2. Carolina Herrera 212 MEN
3. paco rabanne - 1 Million
4. Calvin Klein - Euphoria
5. Lolita Lempicka EDP
6. Lacoste pour Femme
7. YSL - La Nuit de l'Homme
8. Hugo Boss - BOSS Woman
9. Dolce&Gabbana Light Blue
Miejsc jest tylko 9, bo na 3cim był tusz do rzęs :P 

Kokai [ www.kokai.pl : zestawienie z bloga perfumerii]

1. Calvin Klein - Euphoria
2. Calvin Klein - Eternity
3. Calvin Klein - Contradiction
4. Lacoste pour Femme
5. Escada - Escada Signature
6. Kenzo - L'Eau par Kenzo
7. Calvin Klein - Truth 
8. Hugo Boss - BOSS woman
9. Davidoff - Goodlife
10. Lacoste - Inspiration

Tagomago [ www.tagomago.pl ]

1. Calvin Klein - Euphoria
2. Calvin Klein - Eternity
3. Calvin Klein - Truth
4. paco rabanne - 1 Million
5. Elizabeth Arden - 5th Avenue 
6. Carolina Herrera 212 MEN
7. Versace - Bright Crystal


OK. Tyle wystarczy :P

Skupmy się na zapachach damskich. Jakie  można wyciągnąć wnioski z powyższych zestawień?

1.W zestawieniach Douglasa i Sephory, która podała tylko 5 zapachów, pierwsze miejsce należy do tych samych perfum. Poza tym na liście Sephory jest tylko jeden zapach, którego nie ma na zestawieniu Douglasa. Uważam zestawienia tych dwóch 'kolosów stacjonarnych' za dość wiarygodne. Przede wszystkim dlatego, że da się je potwierdzić 'na ulicy'. Zapachy typu J'adore, Euphoria czy Be Delicious da się wyczuć na rzeszy pań 'na codzień'. Do tego popularność większości pozostałych perfum z listy Douglasa jest niezaprzeczalna [brakuje mi tu tylko Amor Amor :P]

2. Sprawa z perfumeriami internetowymi ma się nieco inaczej - ten rodzaj perfumerii wybierają często łowcy okazji, więc popularność zapachu w danym miejscu w sieci zależy w dużej mierze od ceny, jaką sprzedawca proponuje. Sprawdziłam oferty perfumerii dotyczące danych zapachów i oczywiście to czy zapach jest bestsellerem czy nie zależy m.in. od aktualnych promocji i 'konkurencji cenowej'. Ale nawet pomijając ten aspekt da się wyszczególnić parę zapachów, które się w zestawieniach powtarzają [pozwoliłam je sobie podkreślić :P].

3. Perfumerie stacjonarne vs. internetowe
Nietrudno zauważyć, że z bestsellerów perfumerii stacjonarnych, na listach tych internetowych masowo występuje jedynie Euphoria. Wydaje mi się, że ma to związek m.in z 'podrabialnością' i ceną danych perfum. Te droższe i jednocześnie podrabiane na wieeelką skalę zapachy są chętniej kupowane w perfumeriach stacjonarnych, które mają już wyrobiony status tych 'gdzie na 100% są oryginały'. Poza tym ośmielę się napisać, że perfumerie stacjonarne wybierają częściej ludzie zamożni [stąd np. Chanel, Dior, Chloe w ich rankingach]. Wystarczy porównać ceny tych samych zapachów w jednej i drugiej grupie perfumerii. Oczywiście kupowanie w jednych i drugich ma swoje plusy i minusy: kupując w perfumerii stacjonarnej możemy być pewni, że nabyty produkt jest oryginalny i w razie czego nie będzie problemu z reklamacją gdyby coś okazało się 'nie tak'. Sklepy internetowe mają wspomnianą przewagę ceny i zaletę, że można kupić tam testery. Jednak polecam kupowanie zapachów TYLKO w sprawdzonych perfumeriach internetowych [odsyłam np. do działu 'Perfumy' na forum 'wiazaż - www.wizaz.pl/forum ].

4.Grupy wiekowe.
Być może to kontrowersyjna teza, ale wydaje mi się, że średnia wieku nabywców w perfumeriach internetowych jest niższa, niż w stacjonarnych :) Znowu pojawia się tu aspekt ceny i dodatkowo 'czynnika elektronicznego' :) Myślę, że ludzie 'w pewnym wieku' bardziej ufają starym, dobrym metodom, czyli pójść i kupić, niż zakupom przez internet. Poza tym dla tych, którzy -nazwijmy to - mieli mniej czasu na zaprzyjaźnienie się z komputerem, kupowanie przez internet może okazać się bardziej kłopotliwe niż zapłacenie trochę więcej za wybrany zapach. Jaki to ma związek z naszymi listami 'top'ów'? Taki, że na listach perfumerii stacjonarnych są w większości bardziej 'dorosłe' perfumy [oczywiście nie stawiam tu żadnych granic typu: te perfumy są młodzieżowe, a te dla kobiet starszych . Po prostu do niektórych zapachów trzeba dojrzeć. Oczywiście niektórzy dojrzewają szybciej, ale mi jakoś ciężko przyznać, że np. do przebojowej nastolatki pasuje Chanel no.5. Poza tym pisząc dorosłe nie mam na myśli konkretnego wieku. To takie niedookreślone pojęcie zawierające pewną dojrzałość, samodzielność, pewność siebie :)]


No i chyba najważniejsze pytanie: po co nam te rankingi? 
Oczywiście mają ułatwić nam wybór zapachu.
Sama przy wyborze perfum będę się kierowała raczej tym czego NIE ma w zestawieniach tego typu [poza własnym gustem oczywiście]. Lubię pachnieć oryginalnie i unikatowo, a widząc jakie branie ma np. Euphoria, wiem, że są spore szanse na spotkanie danego dnia wielu, innych pachnących nią kobiet.
Bycie częścią 'pachnącej masy' raczej nie podkreśli mojego charakteru, unikatowości, czy stylu :P [chociaż jeśli dany zapach bardzo by mi się podobał, to pewnie i tak chciałabym go mieć. Tak było m.in. z Lolitą, której do tej pory nie mam zamiaru pozbywać się ze swojej kolekcji :)]

Jednak jeśli ktoś szuka zapachu bezpiecznego, czyli dobrze odbieranego przez otoczenie, ma pewną gwarancję, że wybierając jeden z bestsellerów, trafi na perfumy, które podobają się wielu osobom. Zresztą jeśli nabywca nie ufa do końca własnemu nosowi, lub nie może się zdecydować, a chce po prostu ładnie pachnieć, takie rankingi ułatwiają wybór.

Zaznaczam, że perfumerie internetowe, które w zestawieniu ujęłam są ogólnie znane jako 'pewne'. Mimo to nie ponoszę żadnych konsekwencji jeśli ktoś będzie miał zastrzeżenia do perfum tam nabytych :P
Sama kupiłam po flakonie w dwóch z nich [nie będę wskazywać palcem, w których] i wszystko z nimi było w najlepszym porządku.

Ilustracje:
http://raipun.deviantart.com/
http://ruh.deviantart.com/
http://zwoing.deviantart.com/

Nasomatto - Black Afgano


Czyli przystojny terrorysta.

Gdy poznałam Afrano, od razu przypadł mi do gustu. Dosyć ciężki, z ciekawą nutą haszyszu, oryginalny.

Black Afgano zaczyna się dość agresywnie. Nutą znaną mi z chociażby Cozumela, tyle, że tym razem bardziej agresywną , mocniejszą, surowszą. Haszysz zaserwowano w wersji nieco zielonkawej, wilgotnej i oleistej.  W doborowym towarzystwie.

W trakcie rozwoju zapach niewiele się na mnie zmienia. Prawie przez cały czas trwania jest bardzo gęsty, intensywny. Czasem daje o sobie znać gorycz, a innym razem wychodzi spod spodu  słodkawa, trochę kremowa nutka. Olejek z którego robiono perfumy jest tylko w niewielkim stopniu rozcieńczony. Zresztą czuć to nawet 'dotykowo' na skórze, po wyschnięciu zapachu-zostawia  lekki, tłustawy film w miejscu spryskania.

Muszę przyznać, że Czarny Afgan to zapach wart uwagi- piękny na swój sposób, zwracający uwagę, niejednoznaczny. Mimo występowania w nim większej ilości 'tej specyficznej nutki' nie kojarzy się od razu z przyjmowaniem zakazanych substancji. Przynajmniej tłum zaślinionych narkomanów mnie nie otoczył...no i nikt ze znajomych nie twierdził, że pachnę 'trawą', 'haszyszem' czy czymś takim.

Co do nut-marka utajnia skład wskazując tylko na oczywisty wabik - haszysz :) Gdybym miała domyślać się czego tam jeszcze domieszano, to wydaje mi się, że jest tam sandałowiec w całkiem 'słusznej' ilości, oud, tytoń [też więcej niż w Cozumelu] i kawa [zielona?]. Czyli cała masa używek na miękkim, lekko drzewnym tle :) Kompozycja na tyle interesująca, że zaczęłam zastanawiać się czy przypadkiem nie potrzebuję nowego zapachu...

I pewnie pożądałabym 'śmiertelnie drogiego' flakonu Nasomatto gdyby pierwszy  globalny test nie odbył się wieczorem. Z tzw. Lubym wybieraliśmy się do znajomych. Tego dnia Afgan do mnie przyleciał [bez wąglika dzięki Bogu :P], więc bez zastanowienia użyłam średnio obficie - w sumie 3 'psiki' [za uszami i na dekolt]. Od razu po spsikaniu- jak wspomniałam - podobał się.
U znajomych z satysfakcją wdychałam - dalej byłam zauroczona. Po dobrych paru godzinach [i paru drinkach] wróciliśmy do domu. Umyłam grzecznie twarz, ząbki i od razu lulu...
...no i dupa. Żadne lulu. Po jakiejś godzinie męczenia się, uchyliłam zmęczoną powiekę, błysnęłam czerwonym ślepiem. Z zażenowaniem stwierdziłam ,że skubaniec ciągle dusi mnie dredem [czyt. 'ogonem'].
Czułam zapach Afgana przy najmniejszym poruszeniu-mocny , zatykający, uniemożliwiający zaśnięcie. Myślałam nad kąpielą ,ale pewnie trzeba by umyć też włosy-czyli wszystkich bym obudziła, a potem i tak nie spała tylko suszyła łeb [długie włosy w końcu trochę się suszy...].
Kąpiel odpada...i tak, przeklinając w myślach, nawet nie wiem kiedy zasnęłam. A wiem ,że zasnęłam głównie dlatego, że wiele razy jeszcze miałam okazję się przebudzić tamtej nocy. Za każdym razem , gdy się przewracałam z boku na bok , ulatniała się ze mnie chmura 'Afgano'. I zapach był na tyle mocny ,że mnie 'cucił' :( Tej nocy wyglądałam mniej-więcej tak:

Tamta noc jakoś obrzydziła mi te perfumy. Musiałam trochę odczekać i wypróbować go rano [ok...w moim przypadku 'skoro świt-o 12 :P].Teraz znowu mi się podoba, ale zanim zainwestuję w flakon, solidnie się zastanowię [tym bardziej, że cena zapachu jest na tyle odstraszająca, że pewnie skuszę się na najwyżej jeden zapach tej marki].

Opakowanie- bardzo podobają mi się flakony Nasomatto. Flaszka prosta i klasyczna, a korek ogromny , drewniany, oryginalny...Ok -  niepraktyczny, ale jakoś zupełnie mi to nie przeszkadza :P


Trwałość- bardzo dobra [super dobra]

Gdzie pasuje - przede wszystkim -na dzień :) Użyty wieczorem może nie dać zasnąć [chyba ,że ktoś planuje kąpiel z myciem 'łba' przed snem].
Zapach dobry na jesień i zimę.

Komu pasuje- unisex.


Nuty zapachowe:
skład utajniony. Wiadomo ,że z haszyszem [i to ma być główny wabik :P]

Ilustracje:

1)Mika Sadahiro

2)http://shalora.deviantart.com/art/Eyes-In-The-Dark-162851206?q=boost%3Apopular+eyes+black&qo=34

3)http://vladstudio.deviantart.com/

środa, 20 października 2010

Jesus del Pozo - Ambar


Ambar to nowy zapach Jesusa del Pozo skomponowany przez Marie Salamagne. Perfumy inspirowane są bursztynem. Stąd najważniejszym składnikiem Ambar stała się ambra.
Czemu bursztyn [amber] jest tak często wiązany  ambrą [wydzieliną kaszalotów]? Już sama zbieżność nazw naprowadza nas na trop. Otóż po arabsku bursztyn to anbar, ponieważ zapach pocieranego minerału kojarzył się z zapachem ambry. Czyli nazwa kamienia wzięła się od pachnącego surowca.

Pierwsza faza zapachu jest przepełniona ożywiającymi, lecz nie 'chłodzącymi' cytrusami. Czuć bergamotkę i soczystą mandarynkę. Spod cytrusów od początku próbuje wypełznąć ciepła promienista ambra. Zapach jest jednocześnie ożywiający i pobudzający oraz ciepły i kobiecy. 
Pojawia się również lekko ziołowy posmak zielonej herbaty. Nienapastliwy, ale przypominający mi o leczniczych właściwościach bursztynu [w medycynie ludowej był od lat stosowany jako lek na tarczycę, bóle gardła itp.]


W drugiej fazie cytrusy łagodnieją, ale zostawiają wesoły, radosny ślad swojej bytności w postaci lekko kwaskowej nutki, która nie pozwala kompozycji zejść na pudrową, mdłą stronę. Wspomniany aromat w połączeniu z ambrą  kojarzy mi się z soczystą, słodką pomarańczą o wyrazistym smaku [bo zdarzają się takie mdłe :P].

Kwiatowe nuty są niewyraźne. Nie wybija się na mnie żadne kwiecie ' w czystej postaci'. Na pewno nie ma żadnego pudru czy kwiatków w wazonie. Nuty kwiatowe nadaj kompozycji bardziej kobiecego charakteru Większość zapachów ambrowych, które znam to jawne unisex'y. Często pełne przypraw, obciążającej słodyczy lub doprawione kadzidłem. Ta ten ambrowy zapach jest znacznie subtelniejszy i łagodniejszy niż większość znanych mi z 'ambrowej' kategorii. W nucie serca udało się uzyskać zapach pełen promienistego ciepła. Subtelny, sensualny, nieciężki.

Po pewnym czasie zapach ewoluuje w stronę bardziej drzewną. Ambra jeszcze bardziej się rozgrzewa, czuć charakterystyczną gorącą pikanterię na cedrowym tle. Aromat jest jednocześnie seksowny i naturalny. Dobrze wnika w skórę i promienieje zapachem.

Nowy zapach Jesus'a łączy optymizm , ciepło i zmysłową kobiecość. To harmonijna i bardzo zmienna kompozycja. Pierwsza faza budzi jak szklanka soku cytrynowego z rana, druga przywodzi na myśl kobietę naturalnie, niewymuszenie zmysłową, a trzecia ogrzewa i daje poczucie bezpieczeństwa.

Opakowanie- flakon, jak zwykle u del Pozo- świetny i dobrze dobrany do zapachu. Flaszeczka stworzona przez Juana Gatti przypomina formą i barwą przypomina kamień bursztynu. Szkoda, że kartonik wygląda trochę jak opakowanie testera [z 'szarego eko  papieru], ale w końcu większość kartoników wywalam od razu, bo jakbym wszystko to zbierała, to musiałabym sobie na nie zrobić specjalną kanciapę :)

Trwałość- dobra. Po 12 godzinach jeszcze czułam lekką, ambrową nutkę na skórze

Gdzie pasuje- idealny zapach na jesień. W sumie nadaje się na każdą porę roku: jesienią wszędzie, wyjątkowo mroźną zimą do pomieszczeń [w siarczysty mróz czuć głównie bardzo ciężkie zapachy], wiosną i latem na wieczory. Generalnie pasuje do ubrań z długim rękawem, albo kurtek i płaszczy.
Co do okazji mogłabym polecić go na co dzień, lub na romantyczne wieczory.
Komu pasuje- zapach damski

Nuty zapachowe:
nuta głowy: kardamon, bergamotka, mandarynka
nuta serca: irys, piwonia, herbata
nuta bazy: cedr, szałwia, bursztyn, ambra

Ilustracje:
1)Clamp [X clamp]
2)zdjęcie promocyjne Ambar
3)Clamp

wtorek, 19 października 2010

Profumum Roma - Fumidus

...czyli zalane monstrum.

Przyznaję, że wymiękam. Przy pierwszym teście wytrzymałam i z naiwną wiarą , że Fumidus pokaże mi piękne [oraz ciekawe] oblicze, trzymałam go na nadgarstku cały dzień. Dziś wiem ,że urok Fumidusa jest więcej niż wątpliwy]. To prawdziwy potwór- cuchnący, śliniący się i bełkoczący. Monstrum zalane w trupa 'łiskaczem'...
Nie ma mowy o 'polubieniu', a nawet z tolerancją jest kiepsko.  Na sobie na pewno nie mam zamiaru go więcej znosić [a jak ktoś tym będzie pachniał w tramwaju, to pewnie dyskretnie się odsunę. I ze względu na zapach, i podejrzenia ,że możne mu się 'ulać'].

Od początku Fumidus jest alkoholowy. Kojarzy mi się nie tylko z takim świeżym whiskey w butelce, ale i wyziewami nieco już strawionego alkoholu. Do tego w pierwszej fazie czuję...łuskany słonecznik. I jak się okazało nie ja jedyna, bo mój brat i mama zawyrokowali to samo. Do tego oni bardziej czują słonecznik niż whiskey :) Zresztą-nie lubię zapachu ani jednego, ani drugiego.



















W drugiej fazie Fumidus pozostaje odrażający. Dalej pachnie whiskey [bardziej nie lubię chyba tylko brandy :P]. Tym razem w starej, drewnianej beczce stojącej w jeszcze starszej piwnicy. Wyraźnie czuć dębową goryczkę, w wersji znacznie mniej szlachetnej i mniej przyjemnej niż w Chene. Drewno nasiąkające alkoholem musiało stać tak wiele lat. Teraz praktycznie dałoby się klepek wysysać wysokoprocentowy trunek.
Gdzieś w tle czuć lekką nutkę stęchlizny. Tak jakby powietrze stało w miejscu. Nie ma żadnego przewiewu-lekkiego podmuchu, który oczyściłby atmosferę. 
Ten cały zaduch i alkoholowe 'wariacje' stawiają przede mną obraz nalanego, podstarzałego [czyt. po latach 'praktyki'] pana. W dawno niezmienianym odzieniu i z obślinioną flaszką w dłoni. Zaprawieńca-specjalisty od mocnego alkoholu, którego oddech upija nawet muchy kręcące się w okolicy zapoconej koszuli.

Ogólnie: zapach jest gorzki do granic wytrzymałości. Straszliwie wytrawny. Chwilami cierpki [brzozo, ty mi to czynisz?]. Gdy wącham nadgarstek z bliska- prawie 'zatyka'.


Opakowanie- ładny [za ładny dla tego zapachu :P], prosty flakon.

Trwałość- niestety dobra :P

Gdzie pasuje- najchętniej napisałabym 'nigdzie'. Na pewno nie nadaje się na eleganckie przyjęcia. W dusznych pomieszczeniach ma właściwości mordercze.

Komu pasuje- unisex. Bardziej męski niż damski. Tak jak na mężczyźnie jestem w stanie sobie jakoś wyobrazić tą 'ostrość' i gorycz, tak na kobiecie wcale.

Nuty zapachowe:
[deklarowane. Ale mi się wydaję ,że skład jest niepełen :P]
wetiwer, brzoza, whisky, dąb

Ilustracje Deviantart'a. Autorzy:
http://zaidoigres.deviantart.com/
http://randis.deviantart.com/