wtorek, 31 sierpnia 2010

Perfumowe podróże - Chorwacja


Kolejna podróż i kolejne zapachowe sprawozdanie. Niestety, tym razem mało optymistyczne od strony 'zapachowej'.

Handel perfumami w Chorwacji jest wyjątkowo ubogi. Przynajmniej w turystycznych regionach. Sklepy nastawione są na pamiątki i produkty 'pierwszej potrzeby'. Gdzieniegdzie da się zaobserwować jakieś zapachy, ale jeśli są to tyko 'komercyjne' produkcje .Do tego w cenach zbliżonych do naszych, polskich. Przynajmniej nie widziałam żadnych podróbek.

Jadąc tam , liczyłam nawet nie tyle na perfumy, a na jakieś ładne flakoniki z lawendą,albo olejki lawendowe. W końcu fioletowy 'uspokajacz' jest jednym z głównych 'surowców' chorwackich. Flakoników ani śladu. Były tylko małe karafki i wyroby ze szkła ,ale nie sądzę,żeby na perfumy się nadawały. Prędzej na jakieś kuchenne oleje, oliwki itp. Poza tym nie widziałam takiego z lawendą, a tylko jakieś stateczki, winogrona, albo 'miejscowe hasła turystyczne'.

Za to znalazłam inny pachnący, miły drobiazg. Kupiłam sobie woreczek z suszoną lawendą. Taki zwykły, szary. A do niego dodatkowo 'sakiewkę' z cieniutkiego materiału z ładnym haftem z lawendą i fioletową wstążeczką. Kwiatki intensywnie pachną , a woreczek nadaje się do powieszenia w szafie, czy nawet w jakimś 'widocznym' miejscu.

Jak chodzi o zapachy przyrody, to niestety nie było tam tego, co tak pięknie pachniało w Czarnogórze [a chciałam zerwać gałązkę i poszukać w jakiś 'zielnikach' :)]. Nie byłam również w okolicach pól lawendy :(

Mimo to wyjazd uznaję za bardzo udany ze względu na piękną pogodę, ciepłe morze i wypoczynek :)
Ilustracje:
przywiezione ;)

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Kilian - Straight to Heaven, White Cristal

Straight to Heaven to zapach jesieni. Ciężki, zawiesisty, z nutką melancholii. Duszny od dymu, klejący sokiem niedosuszonych śliwek, upajający rumem.

Pierwsza faza zapachu jest słodko-dymna. Czuć wyraźnie suszone śliwki i rodzynki. Owoce nie są stwardniałe na wiór, a lepkie, ociekające gęstym sokiem, miękkie. Poza nimi czuję wędzarniany dym-gorzkawy, spalony i ciepły. Dokładnie taki, jakiego nie lubię :P Do tego, w tym całym jesiennym krajobrazie tkwi jaśmin. Na szczęście nie 'fekalny', a tylko trochę irytujący :)

Rozwój zapachu wnosi nuty rumowe i szczyptę gałki muszkatołowej. Niestety, rum nie jest piracki, dziki, a spokojny, kojarzący się raczej z rozgrzewającą herbatą ' z prądem'. Ta przyjemna, aromatyczna nuta, wraz z suszonymi owocami dominuje i zapach przestaje mi się kojarzyć z grubym swetrem przesiąkniętym dymem z ogniska.
W tle czuć wilgotne nuty drzewne ,z miękką ambrą i paczulą. Całość jest oleista, gęsta i słodka w wyjątkowy, nietandetny sposób.

Trzecia faza najbardziej mi się podoba, choć jest delikatniejsza. Zostaje tylko posmak suszonych owoców z kroplą rumu, odrobina wanilii i podszycie z szarej ambry, paczuli i nut drzewnych.

Sama nie wiem jak ocenić ten zapach Kiliana . Kompozycja jest dopracowana, harmonijna i złożona. Da się wyszczególnić poszczególne nuty i w sumie wszystko do siebie pasuje. Tyle,że zapach jest zupełnie nie w moim guście.

Straight to Heaven kojarzy mi się tak smutno, melancholijnie i statycznie. Przypomina mi szare, jesienne dni. Wilgotne od mżawki, pachnące dymem palonych w ogródkach liści. Przywodzi na myśl okres nieco depresyjny- gdy przez chłód i przenikliwą wilgoć nie chce się nawet wyjść z domu, a czas płynie wolno i leniwie.
Ten zapach przypomina mi, że lato już się kończy i czas zastąpić krótkie sukienki grubymi , wełnianymi swetrami i mimo że się nie chce, trzeba wyjść do ogrodu, by zgrabić opadłe , gnijące liście.

Opakowanie- ładny flakon w eleganckim pudełku.

Trwałość- dobra

Gdzie pasuje-StH to zdecydowanie zapach jesienno-zimowy. Pasuje klimatem na szare, jesienne dni i wieczory.

Komu pasuje-unisex.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: suszone owoce
nuta serca: jaśmin, gałka muszkatołowa
nuta bazy: rum, cedr, paczula, szara ambra, wanilia

Ilustracje z Deviantart'a. Autorzy:
anabagayan
nati

czwartek, 26 sierpnia 2010

Parfum d'Empire - Equistrius


Muzą dla powstania Equistrius'a był...koń. Zwierzę pełne naturalnej gracji i powabu. Dodatkowo marka wplotła tam imperium rzymskie. W końcu nie na darmo są 'd'Empire' :)

Przyznam się szczerze, że większego związku z imperium w tych perfumach nie widzę. Ale koń wydaje mi się 'uzasadniony'. :)

Otwarcie Equistrius'a jest wręcz straszne. Paskudne, odrażające i ohydne. Aż z niepokojem przełknęłam ślinę zadając sobie pytanie 'czy to już tak zostanie?!'. Świeżo po psikaniu, nadgarstek pachnie mieszanką alkoholu najgorszej maści z kwasem i oparami zmywacza do paznokci. Dramat po prostu. Na szczęście trwa to tylko minutkę i całe to paskudztwo wietrzeje [zawsze można na tą minutkę po aplikacji wstrzymać oddech :D].

Główna faza zapachu jest całkiem ładna. Pudrowy irys, miesza się z wetiwerem. Całość kojarzy mi się z zamszem-przyjemnym, miękkim w dotyku, ale niewypranym z surowości skóry. I tu zaczynają się skojarzenia z końską sierścią- krótką, gładką , trochę wilgotną od potu [spokojnie- potu nie czuć]. Jednak spokój i pudrowość kompozycji sprawiają ,że nie mogę o tym zapachu myśleć jak o porywczym, dzikim ogierze, który tylko czeka na moment nieuwagi jeźdźca, by pójść w cwał i przeciągnąć nieszczęśnika przez jakieś krzaczory. Przy odrobinie szczęścia gubiąc go.
To raczej dobrze wychowany, ułożony, kasztanowy wałach. Trzymany w stajni kastrat, grzecznie czekający na swego pana. A gdy ten wsiądzie na jego grzbiet, koń pozwala się prowadzić tak, jak jeździec sobie tego życzy.

Z czasem pojawia się łagodny, delikatny fiołek, który niezbyt ma siłę wybić się na pierwszy plan, ale i tak ma swój wpływ na charakter kompozycji. Wzbogaca ją o łagodność i wdzięk. Dodaje zapachowi delikatności i lekkości. Wnosi element niepewności, tajemnicy, w coś , co było do tej pory dość oczywiste.

Podsumowując: Equistrius jest przyjemny , choć trochę statyczny. Zapach jest kwiatowo-zamszowy. Lekko słodki i pudrowy. Podoba mi się, ale nie straciłam dla niego głowy. Poza skojarzeniami 'stajennymi' mam jeszcze zupełnie inne- buduar. Miękkie, przyjemne w dotyku tkaniny i unoszący się w powietrzu pachnący puder. A w tle słychać dość niski, głęboki kobiecy głos.

Opakowanie- ładny, wysoki flakon. Charakterystyczny dla marki.

Trwałość- dosyć dobra.

Gdzie pasuje- najlepiej sprawdzi się w ciepłe , lecz nieupalne dni. Może służyć zarówno jako zapach dzienny, jak i na romantyczną kolację.

Komu pasuje- Unisex skłaniający się w damską stronę.

Nuty zapachowe:
irys, puder ryżowy, fiołek, drzewo sandałowe, czekolada, szara ambra, wetiwer

Ilustracje z Deviantart'a. Autorzy:
alexandrabirchmore
venomxbaby

środa, 25 sierpnia 2010

Comme des Garcons - Palisander


Choć Palisander jest częścią 'czerwonej' serii Comme des Garcons, mi ze szkarłatem zupełnie się nie kojarzy. Dla mnie jest grafitowy. Okopcony jak drewno, które przez chwilę wędziło się nad paleniskiem. Jak opiłki zatemperowanego ołówka, które przyczepiają się do dłoni i zostawiają smugi na papierze.

Świeżo po spryskaniu, odbieram Palisandra jako mieszankę cedru i siwego dymu. Zapach jest drzewno-kadzidlany, z odrobiną pikantności.

Po czasie nuty drzewne zlewają się. Dochodzi do nich ostry i troszkę kwaśny posmak papryki [na mnie czuć ją wyraźnie. To najciekawszy element kompozycji] i chyba ta papryczka jako jedyna łączy zapach z czerwienią :) Wokół mieszanki unosi się zapach palonej mirry, a dym jak na złość, dokładnie obkleja i drewno, i papryczki. Przez to Palisander dalej ma dla mnie odcień matowego, tłumiącego inne barwy grafitu. Niestety,z lekkim, chemicznym posmakiem [może nie pasuje mu moja skóra (?)]. Całość kojarzy mi się z takimi niby nie łamiącymi się ołówkami pokrytymi dziwnym tworzywem :)

Gdy da się zapachowi więcej czasu, staje się mniej drzewny,a bardziej pikantny. Niezmiennie z goryczką spalenizny.

Kiedyś, zachęcona innymi recenzjami oraz bardzo wiele obiecującą 'listą składników', strasznie chciałam poznać Palisandra. Zdobyłam odlewkę i po pierwszym kontakcie byłam zawiedziona. Dawałam mu szansę wielokrotnie ,ale nic się nie zmieniło . Na mnie zapach ma w sobie coś z Black Tourmaline Oliviera Durbano. To takie luźne skojarzenie, bo Turmalin dużo bardziej mi się podoba.
Na plus mogę dodać, że jak raz się ten zapach pozna, ciężko go potem pomylić z czymś innym.

Opakowanie- flakon charakterystyczny dla pięciu serii 'tematycznych' CdG. Kolor-czerwony.

Trwałość- dość dobra

Gdzie pasuje- nie na upały. Nie polecam na eleganckie czy romantyczne okazje.

Komu pasuje- unisex. Według mnie bardziej męski , niż damski.

Nuty zapachowe:
brazylijski palisander, czerwony cedr z Virginii, japońskie czerwone papryczki chilli, szafran z Iranu, mirra z południowego Yemenu

Ilustracja:
Z Deviantart'a. Auror: lwarecki

Kings & Queens - Queen Elisabeth Sugar [masło do ciała]

Tym razem recenzja dotyczy masła do ciała . To jedyny produkt marki K&Q w postaci masła do ciała, który testowałam. Zapach- nie podoba mi się. Z bardzo bliska jest słodki, cukierkowy i trochę duszący. Na szczęście trzyma się blisko skóry , więc nie przeszkadza, a może się przydać jako słodkawa baza dla perfumeryjnych słodziaków. Jak sama nazwa wskazuje zapach jest cukrowy-klejący, lukrowy, z odrobiną wanilii. Kojarzy mi się z rozpuszczaną watą cukrową :) Trwałość, jak na kosmetyk pielęgnacyjny bardzo dobra. Czuć je na skórze dobrych parę godzin.

Nawilżanie- bardzo dobre. Masło nawilża na długo i zostawia na skórze tłusty film. Jakby rana do wieczora było przyklejone do skóry. W ciepłe, letnie dni przeszkadza mi jak mam coś tłustego na skórze [dlatego latem używałabym go oszczędnie-tylko na dekolt, szyję i ramiona], ale na zimę będzie super.
Poza tym podoba mi się,że nawilżenie aż widać na skórze-jest gładka, trochę błyszcząca [tłusty film :) ] i przyjemna w dotyku.


Konsystencja-
[oczywiście] gęstsza niż w przypadku mleczek. Masełko rozprowadza się nieco gorzej, niż mleczka i dłużej się wchłania, ale i tak jest dosyć dobrze. Nie trzeba masować się 'bóg wie ile', żeby się wchłonęło. Zresztą- pod względem rozprowadzania i wchłaniania to i tak chyba najlepsze masło do ciało jakie przyszło mi aplikować :P

Opakowanie-
tubka w cukierkowych odcieniach różu i fioletu Cena i pojemność- ok. 42 pln za 200 ml.

Z jakimi perfumami ładnie współgra
- pasuje do różnych słodziaków. Miałabym wątpliwości co do niektórych słodkich zapachów kwiatowych i tropikalnych, ale do większości pasuje. Dobrze zgra się z nutami cukrowymi, 'pralinkowymi' i migdałowymi jak np. w Lolicie, Louve SL,Watch M.Micallef, czy Douce Amere SL. Pasuje również do większości 'wysokokalorycznych' perfum owocowych [moim zdaniem- poza owocami tropikalnymi] takich jak Fantasy [Britney Spears], Showtime [Kylie], albo Nirmala Molinarda.

Ilustracje: z Deviantart'a by blackeri

Kings & Queens - Queen Isabella Cinamon Orange [ połyskujące mleczko do cała]


Udało mi się przetestować cynamonowo-pomarańczowe mleczko do ciała w wersji rozświetlającej. Błyszczy na prawdę bardzo ładnie [zresztą sama kupiłam sobie mirrę w wersji z połyskiem]. Drobinki nie są duże, nie rzucają się w oczy. Ładnie rozświetlają skórę. :)
Za to zapachem się zawiodłam. Sama nie wiem czemu akurat ta wersja najszybciej znika z półek.

Do rzeczy:

Zapach- niezbyt mi się podoba. Bardziej pomarańczowy, niż cynamonowy, trochę mdły i mało intensywny. Do tego wydaje się syntetyczny. Po dłuższym czasie zaczyna pachnieć pomarańczami w mydlano-piżmowej wersji.
Za to plusem jest trwałość-po 4 godzinach jeszcze czuć zapach.

Nawilżanie- ok, ale mirra lepiej nawilżała.

Konsystencja- rzadka. Dobrze się rozprowadza i szybko wchłania.

Opakowanie- tubka.

Cena i pojemność- ok. 40 za 200 ml.

Z jakimi perfumami ładnie współgra- zapach jest tak delikatny ,że większość perfum będzie w stanie bez problemu go zagłuszyć :) Pasuje do wszystkich wariacji na temat pomarańczy [np. Cuir Venenum, czy pomarańczy Lutensa]. Dobrze zgra się również z ciepłymi, słodkawymi, owocowymi nutami.


Ilustracje:
Deviantart. Autor: yumedust

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Kings & Queens - Tsar Peter Tobacco [mleczko do ciała]

Kolejny pachnący kosmetyk do pielęgnacji marki Kings&Queens.

Zapach - tytoń mnie mile zaskoczył. Zanim wypróbowałam mleczko na skórze, byłam pełna uprzedzeń typu: 'może kojarzyć się z papierosami', 'a może wyszło im zielsko', albo ' a nawet jak nie, to pewnie będzie zbyt męski' :)
I na początku rzeczywiście jest dla mnie zbyt męski,ale już po jakiś 10 minutach , zapach się zmienia. Czuć aromatyczny tytoń, który zupełnie nie kojarzy się z papierosami . Twórcy linii 'sygnowanej' przez cara Piotra wzięli chyba przykład z 'perfumiarzy' , którzy w nazwach swoich zapachów umieszczają 'Tobacco', a tytoń jest tylko składnikiem i to nie koniecznie tym najmocniejszym.
Poza tytoniem, w mleczku K&Q jest jeszcze odrobina wanilii i chyba ambra [tego drugiego nie jestem pewna]. Dzięki temu zapach jest dosyć głęboki, słodkawy i ciepły.
Jego wadą jest kiepska trwałość. Z dotychczas poznanych przeze mnie mleczek K&Q, tytoń pachnie najkrócej.

Nawilżanie-dobre,ale chyba trochę gorsze , niż w przypadku mirry.

Konsystencja-rzadka, dobrze się wchłania.

Opakowanie- znowu tubka. W ładnej, pasującej do zapachu kolorystyce.

Cena i pojemność- ok. 40 za 200 ml.

Z jakimi perfumami ładnie współgra- dobrze komponuje się z z zapachami skórzanymi, drzewnymi oraz również zawierającymi tytoń. Najlepszą bazą, mleczko byłoby dla wszelkich kompozycji typu tytoń+wanilia [np. Toma Forda czy Voluspy].
Z moich perfum, najlepiej dogaduje się z Cozumelem :)


Ilustracje:
z Devianart'a. Autor tealgeezus

niedziela, 22 sierpnia 2010

Kings & Queens- Caspar Myrrh [mleczko do ciała o zapachu mirry]


Zgodnie z obietnicą, przedstawiam pierwszy ze znanych mi produktów marki Kings & Queens - mleczko do ciała o zapachu mirry. Jest to wersja teoretycznie bez połysku. W rzeczywistości zostawia na ciele lekki film [szczególnie na gładkiej skórze szyi , ramion i dekoltu], dzięki któremu skóra wygląda na kusząco połyskującą, delikatną i gładziutką.

Żeby moja recenzja była jak najbardziej szczegółowa, 'rozbiję' ją na kolejne podpunkty :)


Zapach-
po prostu świetny. Mirra jest mocno kadzidlana, potem lekko słodka. Na początku robiło to na mnie dziwne wrażenie w mleczku do ciała [jakoś przywykłam,że mleczka i balsamy pachną bardziej ...neutralnie] ,ale teraz jestem zachwycona. Zapach z początku jest mocny, trochę drażniący i surowy. Potem, gdy słabnie, zaczyna się wysładzać. Po ok. pół godziny przyjemnie stapia się ze skórą.
Trwałość zapachu jest średnia [przynajmniej tak to odbieram]. Mocno pachnie przez jakąś godzinę. Coraz coraz mniej i mniej...ale w końcu to tylko mleczko do ciała ;)

Ze względu na intensywność zapachu, mleczka nie polecam do stosowania na noc. Mirra właściwości uspokajających nie ma, a 'promieniejąc' mocnym zapachem , można mieć problemy z zaśnięciem.


Nawilżanie-
tu również kosmetyk spełnia swoją funkcję. Bardzo dobrze nawilża. Zostawia lekki, nieirytujący film. Dla mojej skóry wystarczy [mam skórę normalną, ze skłonnościami do 'wysychania' :P]

Konsystencja-
raczej rzadka. Mleczko dobrze się rozprowadza i szybko wchłania.

Opakowanie-
jakoś mało eleganckie jak na królewską linię ;) Nie przepadam za tubkami. Ale przynajmniej kolor jest bardzo ładny-mocna czerwień.

Cena i pojemność- ok. 42 pln za 200 ml. Biorąc pod uwagę stosunek ceny do jakości, to nie jest źle. Do tego produkt jest wydajny.

Z jakimi perfumami ładnie współgra-
jako wielbicielka zapachów kadzidlany musiałam pokochać to mleczko. W końcu trzeba się 'nawilżać' , a jakoś kwiatki i piżmo często 'żrą' się na mnie z kadzidłem w surowym wydaniu. Mleczko K&Q świetnie pasuje zarówno do kadzideł ' w roli głównej': surowych i potężnych jak np. Avignon , Cardinal czy Black Tourmaine. Ładnie zgrywa się również z zapachami o delikatniejszej nucie kadzidła. Takich gdzie lekki dymek snuje się gdzieś między innymi składnikami jak np. w Ambre Fetiche czy Messe de Minuit.

Ilustracje:
z Deviantart'a by hiliuyun

Kings & Queens - linia kosmetyków pielęgnacyjnych



Perfumy [czy to w formie EDP, EDT cyz EDC] to jakby ukoronowanie naszej ogólnej kompozycji zapachowej- czyli zapach na ogół najsilniejszy i najtrwalszy, przytłaczający wonie kosmetyków do kąpieli, pielęgnacji i antyprespirantów [choć nie zawsze]. Ale pozostałe pachnące substancje, których używamy są również ważne , ponieważ mogą, przynajmniej przez pewien czas, wchodzić w 'reakcje' z perfumami. Mogą pozostawać podkreślać zapach perfum, lub wręcz przeciwnie- zaburzać kompozycję. Dlatego postanowiłam zająć się również pachnącymi liniami pielęgnacyjnymi nietórych marek. Na pierwszy ogie pójdzie jeden z moich pachnących, pielęgnacyjnych faworytów- Kings & Queens - Caspar Myrrh.

Ale najpierw parę słów o marce.Kings&Queens to marka koncernu Korres. Zadaniem kosmetyków tej firmy jest sprawić, by każdy w swoim własnym domu,we własnej łazience mógł poczuć się jak król czy królowa [no przecież- nawet tron już mam :D].

Inspiracją dl poszczególnych linii jest któryś z władców i zapach z nim związany. Dostatecznie 'królewskie'? Nawet jeśli już teraz odpowiemy 'tak', to i tak marka dalej nas zachwyci. Chociażby składnikami użytymi w kosmetykach- produkty Kings & Queens są wzbogacone owocem granatu, niebieskim lotosem i malachitem.Czerwony owoc granatu, sam zwieńczony naturalną koroną, stanowił od zawsze ornament herbów królewskich.Malachit jest to zielony kamień bogaty w miedz. Zasłynął jako talizman, zapewniający dobre samopoczucie. Jako święty kamień Egiptu symbolizujący stworzenie i zmianę malachit znalazł wiele zastosowań. Rosyjscy carowie natomiast przyozdabiali nim swe pałace, wierząc w jego ożywcze właściwości oraz moc wprowadzania harmonii. Uważało się również, że kamień jest kluczem do duchowego wymiaru człowieka.Kwiat lotosu, tak popularny w starożytnym Egipcie, symbolizował chwałę oraz wieczny żywot zarówno bogów jak i zwykłych ludzi. Niebieski Lotos potrafi przetrwać suszę, przez co w Azji i Afryce stał się symbolem nieśmiertelności. Pojawiał się częstokroć na świątyniach, grobowcach i na papirusach implikując stworzenie, odrodzenie się słońca. W Buddyzmie to emblemat czystości i pokoju, podczas gdy w Chinach uważa się go za znak kobiecego piękna. Bogaty w bioflawonoidy takie jak rutina i kwercetyna oraz antyoksydanty i substancje przeciwzapalne.

Ważne jest również czego kosmetyki nie zawierają:
- oleju mineralnego (syntetyczny olej powstały w procesie przeróbki ropy naftowej), który blokuje pory i hamuje naturalne funkcje skóry,
- parabenów (często stosowany rodzaj konserwantów), które często powodują reakcje alergiczne.Wszystkie barwniki stosowane w produktach Kings & Queens są w pełni bezpieczne i zgodne z międzynarodowymi normami.

A żeby było jeszcze bardziej luksusowo-design opakowań inspirowany je
st dawnymi wzorami tkanin, tapet, pamiętników, a nawet kart do gry.

No i chyba najważniejsze- linie zapachowe :) Na tym etapie, ich opisy pozwolę
sobie zacytować ze strony producenta. W następnych recenzjach, przedstawię własne , bogate doświadczenia :)
Jaśmin - Chińska Księżniczka

Czy miłosne uniesienia mogą być zachowane na wieki? Według chińskich wierzeń zmysłowość i zatracenie się w miłości możliwe jest dzięki aromatowi jaśminu. Zgodnie z legendą, by zaaresztować uczucia swego kochanka, chińska księżniczka zasadziła w swoich ogrodach jedynie jaśmin.

Limonka - Król Jerzy III

Mocarna flota brytyjska w początkach XVIII wieku nie lękała się żadnej konfrontacji na morzu. Istniał jednak wróg, który bezlitośnie osłabiał siłę wodnej armii. Był to szkorbut, który atakował bezbronnych marynarzy. Król Jerzy III wydał dekret nakazujący picie wszystkim marynarzom codziennie soku z limonki, który skutecznie zapobiegał chorobie.

Pieprz i Bergamotka - Król Sumatry

Czarny pieprz był najbardziej poszukiwaną przyprawą począwszy od Starożytności aż po Średniowiecze i porównywany do złota i tak samo cenny. Jeden z najlepszych jakościowo rodzajów pieprzu pochodzi z Sumatry, gdzie legendy o regularnych walkach pomiędzy lokalnymi królami, kolonialistami i piratami z powodu bogactwa upraw pieprzu są ciągle żywe.

Kwiat Cytryny - Sułtan Granady

Za czasów dynastii Sułtanów Nasrid, Hiszpańskie miasto Granada słynęło wśród innych ze swoich okazałych, wspaniałych ogrodów. Każdej wiosny i lata kwitnące drzewa cytrynowe tworzyły ponad murami i wewnątrz pałaców cudowny, unikalny zapach Raju.

Miód - Królowa Nefretete

Nefretete, królewska żona Egipskiego Faraona była przedstawiana jako ikona piękna. Regularnie zażywała kąpieli w mleku i miodzie jako kuracji upiększającej, którym zawdzięczała skórę bez skazy. Imię Nefertete oznacza: „nadeszła piękna kobieta”.

Wanilia i Gruszka -Król Aztecki

W Meksyku, jeszcze w czasach przed Kolumbem, wanilia była uważana za silnie działający afrodyzjak. Azteccy królowie i ich żony wypijali dziennie niezliczone ilości napojów na bazie wanilii, aby wspomagać swoje możliwości seksualne.

Mirra - Król Kacper

Bezcenna Mirra zarezerwowana była jedynie dla królów, a jej wartość porównywalna do złota i kadzideł. To właśnie Mirrą Mędrzec Kacper uczcił nowo narodzonego Jezusa. Posiadała także właściwości uzdrawiające – doceniane do dnia dzisiejszego i stosowane w ziołolecznictwie.

Cynamon i Pomarańcza - Królowa Izabela

Izabela, królowa Hiszpanii lubiła delikatny smak cynamonu i jego subtelny aromat, ale nie jego wyśrubowane ceny. Dlatego też, sfinansowała wyprawę Krzysztofa Kolumba w poszukiwaniu nowego szlaku po cynamon z Ceylonu, co stało się kołem napędowym do przypadkowego odkrycia Nowego Świata.

Tak tez narodziła się Ameryka!

Tytoń - Car Piotr

W czasach surowego prawa w czasach carskiej Rosji, które nie dopuszczało również palenia tytoniu , co powodowało niesłabnące bunty - Piotr Wielki, Car Rosji, znany z osobistego zamiłowania do kopcenia fajki, folgując swoim zachciankom i przyjemnościom wydał dekret oficjalnie zezwalający swoim ludziom na swobodne palenie.

Mango - Cesarz Akbar

Największym w historii fanem mango pozostaje niezmiennie od
XVI wieku Akbar – cesarz z rodziny Wielkich Mogułów. Zasłynął na cały świat dzięki temu, że w swoim sadzie Lakh Bagh, udało mu się wyhodować aż 100 000 różnych rodzajów drzewek mango. Ekscentryczna pasja cesarza sprawiła, że do dziś utrzymał tytuł rekordzisty w swojej dziedzinie.


Do wyboru mamy żele pod prysznic , masła do ciała, mleczka do ciała, połyskujące, rozświetlające mleczka do ciała, mydełka, dezodoranty w spray'u, dezodoranty w kulce, peelingi oraz świece zapachowe. Niestety nie wszystkie produkty występują w pełnej ofercie 'zapachowej'. Poniżej podaję dostępne produkty, pojemności oraz orientacyjne ceny:

Z żeli do kąpieli występują we wszystkich - 10 wariantach. [cena 29,90pln za 300ml]

Mleczka możemy znaleźć w 4 zapachach-Mirra, Tytoń, Miód, Cynamon i Pomarańcza. [34,90pln za 200ml]

Nabłyszczające mleczka do ciała-Mirra,Miód, Cynamon i Pomarańcza [ 42,90pln za 200ml ]

Masła do ciała-Mirra, Kwiat Cytryny, Miód, Mango [42,90pln za 200ml]

Mydło-Pieprz i Bergamotka, Miód, Cynamon i Pomarańcza, Tytoń [19,90pln za 185gr]

Peeling-Wanilia i Gruszka, Cynamon i Pomarańcza, Kwiat Cytryny, Tytoń [49,90pln za 200ml]

Dezodorant w sprayu-Tytoń, Nowy Zapach - Maasai , Limonka , Mirra [150ml]

Dezodoranty w kulce- Mirra, Wanilia i Gruszka, Pieprz i Bergamotka ,Kwiat Cytryny [55ml]

Świece- Wanilia i gruszka oraz Mirra. [49,00pln za 170gr]


W Polsce produkty Kings & Queens można nabyć w perfumeriach internetowych oraz w perfumerii Douglas.

Ilustracje:
-Devianart. Autor: feimo
-http://www.webhistoryofengland.com/?p=1435
-http://glazed-illusion.deviantart.com/art/Sultan-39616671?qj=1&q=boost%3Apopular+sultan&qo=326
-Deviantart by ay_han
-http://crackbag.deviantart.com/art/cleopatra-114451287?q=boost%3Apopular+cleopatra&qo=88
-http://hugglemistress.deviantart.com/art/Aztec-Guy-Pencil-87140522?q=boost%3Apopular+aztec&qo=16
-http://listverse.com/2008/04/20/top-10-misconceptions-about-the-bible/
-Izabela nieznane źródło
-http://www.angelfire.com/pa/ImperialRussian/royalty/russia/tsar06.html
-http://forum.santabanta.com/showthread.htm?t=198669


piątek, 20 sierpnia 2010

Parfum d'Empire - Iskander

Iskander inspirowany był Aleksandrem Wielkim-jego osobą, imperium i podbojami. Miał być świeżym i lekkim zapachem szyprowym, oddającym dzikość, młodość i piękno greckiego atlety.

Nazwa odnosi się do postaci wodza, ponieważ w legendach ludów arabskiego wschodu Aleksander nazywany był Iskander Dzoul-Garnein, czyli Aleksander Dwurogi [chociaż mi 'tytuł' perfum przywodzi na myśl rosyjskie rakiety o tej samej nazwie :P].

Cóż- po nazwie i inspiracji oczekiwałam czegoś zupełnie innego. I tym razem się przeliczyłam. Ten zapach Parfum d'Empire jakoś zupełnie nie przypadł mi do gustu. Generalnie, za zapachami cytrusowymi nie przepadem, ale i w tej kategorii znajduję perfumy, które bardzo lubię, jak na przykład Libertine V. Westwood.
Iskander rozpoczyna się chemicznie, cierpko. Nie mogę powstrzymać skojarzeń z przeróżnymi detergentami używanymi w toaletach. Zapach jest cytrusowy, zimny i sztuczny. Na szczęście bardzo szybko 'zielenieje'. Pojawia się cedr, a wraz z nim nadzieja na całkiem ładnego 'świeżaka'. Po chwili dochodzi szczypta ziół i Iskander staje się kwaśny,wiercący w nosie, odświeżający, ale z łagodną słodyczą błyskającą gdzieś w tle. Aż stają mi przed oczami śródziemnomorskie krajobrazy...

Szkoda,że to trwa tylko chwilę. Mam wrażenie ,że te perfumy jakoś nie lubią się z moją skórą, bo śródziemnomorska bryza nagle zatęchła. I od razu wraca łazienkowa wizja. Z umytą umywalką, cytrusową kostką uśmiechającą się z muszli klozetowej i brudną deską. Po prostu coś w tej całej świeżości jest nieświeżego. Albo to pomarańcza kłóci się z cedrem i ziołami, albo zaczyna wypełzać ciężka ambra i burzy harmonię kompozycji. Sama nie wiem.


Gdy wszystko się uspokaja i zapach nieco przycicha, robi się z niego średniej urody, cytrusowy szypr. Nieodrażający, ale niezbyt intensywny i jakby przygaszony. Na mnie dość szybko zaczyna 'pełzać po skórze'. O 'ogonie', czy 'promieniowaniu' nie ma mowy. Może to i lepiej , bo nie chciałabym, żeby Iskander się za mną ciągnął.


W tym zapachu Parfum d'Empire podoba mi się tylko jego zmienność. W czasie pierwszej godziny ewoluuje na mnie jak szalony. Gdyby jeszcze coś ładnego z niego wyszło... No, przynajmniej na mnie, nie wychodzi :) Do tego, zapach zupełnie nie kojarzy mi się ani z Aleksandrem Wielkim [chyba , że martwym i zabalsamowanym], ani z jego imperium czy podbojami. Z siłą i dzikością tez niewiele ma wspólnego. Do tego jedyne powiązanie z młodością , to chyba tylko takie, że mógłby tak pachnieć niedomyty nastolatek, który swoje higieniczne zaniedbanie próbuje ukryć pod chmurką dezodorantu.

Opakowanie-
ładny, wysoki flakonik. Kolor 'etykiety' nie pasuje mi do zapachu :P

Trwałość-
średnia.

Gdzie pasuje-
według mnie nadaje się tylko na ciepłe dni. Zapach raczej na co dzień. Nie polecam ani na romantyczne wieczory, ani eleganckie bankiety.

Komu pasuje-
unisex.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: cedr, mandarynka, grejpfrut
nuta serca: estragon, kolendra, pomarańcza

nuta bazy: ambra, piżmo, mech dębowy.

Ilustracje:
http://ancienthistory.about.com/od/alexanderterms/tp/080609alexanderterms.htm
http://muskelpiraten.deviantart.com/art/wc-57108357?q=boost%3Apopular+wc&qo=165
http://shirin86.deviantart.com/gallery/#/d1c9nnh

Heeley - Cuir Pleine Fleur [Fine Leather]


Coś za dużo piszę o skórze jak na osobę, która skórzanych zapachów się boi :) W każdym razie Fine Leather poznałam już dawno temu i wtedy, po x testach napisałam recenzję. Problem w tym, że było to w czasie któregoś z wyjazdów, więc swoje wrażenia przelałam na papier...tak-na papier. I oczywiście recenzję zgubiłam :) Rozgoryczona tym faktem, aż do teraz odkładałam podzielenie się wrażeniami.

Zapach zaczyna się dla mnie nieprzyjemnie. Gdzieś w samym sercu dudni nuta przypominająca mi któryś z syropów na kaszel, który, w dzieciństwie, wykrzywiał mi usta . Chyba nazywał się Mucosolwan , albo jakoś podobnie, ale ręki nie dam sobie uciąć [generalnie mam dobrą pamięć do tego, od czego powinnam się trzymać z daleka :)]. Poza nim czuć gorzkawy, surowy zapach zamszowej skóry. Całość mnie raczej odstrasza,ale dałam mu szansę i nie było tak źle.

Druga faza na szczęście jest łatwiejsza do 'noszenia' niż się spodziewałam. Skóra staje się delikatna i miękka. Zapach jest łagodny i elegancki. Coś dla prawdziwego gentlemana - jednocześnie męskiego i delikatnego. W świetnie skrojonej marynarce, w wyprasowanej koszuli i skórzanych rękawiczkach. Łączącego siłę i wrażliwość. Nieco staroświeckiego.
W tej fazie Cuir Pleine Fleur przypomina mi trochę najładniejsze oblicze Dzing! - czyli luksusową, mięciutką skórkę. Przyjazną dla ciała, ale mniej dla portfela.

Zapach gaśnie stopniowo. Dość szybko staje się na mnie cichy i 'bliski skóry', ale za to w tej formie utrzymuje się długo. Jest tak delikatny i zanika na tyle powoli, że sama nie zauważam kiedy przestaję pachnieć.

Nuty w 'skórzanym' Heeley'u są bardzo zlane . Gdy wącham nadgarstek nie próbując rozbić zapachu na poszczególne składniki, czuję zamszową skórę. Przy głębszej analizie wychodzi męski wetiwer i lekki fiołek , który wygładza całą kompozycję.

Fine Leather to przyzwoite perfumy. I to określenie chyba najlepiej do nich pasuje. Zapach jest ładny jak na skórzany i bardzo bezpieczny, nie narzucający się. Trudno mi go oceniać , bo jest zupełnie nie w moim typie. Dla mnie jest zbyt blady, spokojny, uporządkowany. Szanuję jego urodę, ale nie pociąga mnie. Wydaje mi się ,że w ogóle nie pasuje do kobiet. Co najwyżej dla chłodnej, ale szanowanej przez pracowników szefowej. Dla prawdziwej profesjonalistki.

Opakowanie- typowe dla Heeley'a. Klasyczne, z piękną czcionką

Trwałość- dość dobra. Ciężko mi dokładniej określić, ponieważ, tak jak pisałam, zapach strasznie cicho gra na mojej skórze.

Gdzie pasuje- praktycznie wszędzie. To wyjątkowo bezpieczne perfumy, pasujące zarówno do biura jak i na randkę. Dobre na co dzień.
Komu pasują- unisex, ale według mnie zdecydowanie bardziej pasuje panom.

Nuty zapachowe: fiołek, mimoza, brzoza , miękkie nuty skórzane i wetiwer.

Ilustracja autorstwa Kaori Yuki [ z Count Cain]

Zostałam otagowana :)

Dziękuję bardzo, Hexxano za otagowanie ;) Bardzo mi miło, że ktoś czyta mojego małego bloga ,a jeszcze przyjemniej się robi, jak wiem,że komuś się podoba. Sama też czytam parę blogów i nie omieszkam poprowadzić zabawy dalej.

Powtarzam zasady zabawy:
1. Napisz, kto przyznał ci tę nagrodę
2. Wymień 10 rzeczy, które lubisz
3. Przyznaj tę nagrodę 10 innym blogerom i poinformuj ich komentarzem

Ad.
1. Hexxana

2.Lubię:
-oczywiście perfumy
-dobre kino i horrory [dlatego wymieniłam po 'i', bo to trudna kategoria i często nie da się filmów grozy zakwalifikować jako dobre kino nawet gdy swoją funkcję spełniają :)]
-akwarystykę [ od razu widać, jak się wejdzie do mojego pokoju-w jednym pomieszczeniu mam 6 akwariów. W tym 2 z krewetkami :)]
-pokera :)
-sport: jazdę konną, jazdę na łyżwach i nartach, aerobik]
-taniec
- kuchnię włoską
-czekoladę
-'ciężkie' dowcipy [mocno czarny humor :)]
-czerwoną herbatę

3. A ode mnie 'tagi' dostaną:

Sabbath: http://sabbathofsenses.blogspot.com/
dzielimy miłość do kadzideł, więc jak trafi się okazja jakiegoś 'kadzidlanego zakupu w ciemno', najpierw sprawdzam u Sabbath czy jest szansa,że mi się spodoba ;)

Nie Muzyczna Pięciolinia Marcina: http://niemuzycznapieciolinia.blogspot.com/
ze względu na tematykę i za odważne porównania :)

Skarbek: http://skarbka-nosem.blogspot.com/
znowu ta sama tematyka. Poza tym pisze krótko i na temat.

http://ciemna-strona-dnia.blog.onet.pl/
po Supernatural jakoś mnie wzięło :P

blog Korwina :D http://korwin-mikke.blog.onet.pl/
nie odważę się mu napisać,że został otagowany :D Czytam , bo to całkiem sensowny facet [pomijając parę kwestii], zręcznie operuje sarkazmem i zwraca uwagę na to, od czego niektórzy politycy starają się odwrócić uwagę

http://akwarium.nafotki.pl/
trochę cicho tam,ale czasami pojawiają się interesujące nowinki typu:nowy filtr, nowe podłoże :P

http://aaaby-sprzedac.blogspot.com/
śmieszne aukcje z Allegro

http://orly-sokoly.blogspot.com/
jak wyżej :P

http://pieknoscdnia.blogspot.com/
bo czasem przydają się recenzje czegoś innego niż perfumy,a z kosmetycznych blogów moją uwagę zwrócił na razie tylko ten i ...

http://makeupowo.blogspot.com/
i ten :P

czwartek, 19 sierpnia 2010

Frederic Malle - Musc Ravageur



Czyli mój kochany tygrys...

Ciężko mnie uwieść. Czasami, wąchając jakieś perfumy, myślałam 'to właśnie ten'. A potem bardzo szybko albo byłam znudzona, albo nowy 'ukochany' zaczynał mnie drażnić. Ale do Musc Ravageur moja miłość jest trwała. Zdarzają się krótkie flirty z innymi i równie poważny romans z Avignon'em, ale najczęściej to właśnie Piżmowy Niszczyciel otula moją szyję.

Jak się poznaliśmy?
Pierwszy raz się z nim zetknęłam, wąchając pustą fiolkę po MR. To tak jak zapach drugiej osoby w pomieszczeniu, w którym przed chwilą była. I od razu zapragnęłam go poznać. Niestety, zdobycie próbki było prawie niemożliwe. To znaczy było możliwe-ktoś wystawił 1ml zapachu na Allegro w jakiejś strasznej cenie, ale z takich aukcji raczej nie korzystam. Więc umówiłam się z Musc Ravageur'em na randkę w ciemno. Akurat na forum 'o perfumach' pojawiła się ciekawa oferta sprzedaży flakonu i postanowiłam 'rozebrać' go na 'wspólnych zakupach' :) I potem żałowałam, że nie zachowałam całości dla siebie :)
W kontakcie bezpośrednim 'Niszczyciel' nie tyle mnie zauroczył, co podstępnie uwiódł. I został ze mną do dziś.

Musc Ravageur rozpoczyna się dziwnie. Połączeniem nieco zatęchłej, bergamotki z cynamonem. Może nie brzmi to za dobrze,ale zapach jest ciemny, agresywny, niepowtarzalny i odrobinę fizjologiczny. Nie chodzi tu o odór którejś z wydzielin. Raczej oznaki życia-gorący strumień krwi, płynący pod wilgotną skórą. W tej fazie Ravageur jest jednocześnie piękny i drażniący. Miota się przy skórze, jak uwięziony tygrys pod kratami i nie pozwala spuścić się z oczu. Bo co będzie jak się uwolni?

Pierwsza faza zapachu jest najtrudniejsza. Nuty są intensywne, pozornie chaotyczne i niespokojne. Chwilami zapach wydaje się trochę kwaśny, potem bardziej słodki. Niby się uspakaja,ale jednak nie...I tak trzęsie się, wściekły z niezdecydowania.

I wtedy furia zmienia się w gniew. Dołączają ogniste goździki i mój Niszczyciel zaczyna zachowywać się coraz sensowniej. To znaczy nie spokojnie, ale przynajmniej konsekwentnie. Kwaśny bergamotowy posmak rozpływa się, pozostawiając żywe, ogniste goździki z ciepłym i słodkim cynamonem. W tle zaczynają budzić się nuty drzewne i lekko pobrzmiewa piżmo w duecie z ambrą. Ta faza trwa dość długo i jest chyba moją ulubioną. Zapach kojarzy mi się z wkurzonym tygrysem-miękkim i rudym jak cynamon, o goździkowych , ostrych pazurach. Niespokojnym , powarkującym i silnym. No i ma ogon :) Jedno psiknięcie w pokoju i już moja mama [wielbicielka zapachów świeżych i delikatnych]od drzwi narzeka ,że znowu jakimś śmierdzidłem się wypsikałam :)

Aż w końcu przychodzi pełna stabilizacja-pogodzenie się ze zniewoleniem na mojej skórze. Musc Ravageur przestaje drapać, podgryzać i wplątywać się we włosy. Kładzie się na drewnianej podłodze, na waniliowej poduszce i rozkosznie przeciąga. Dalej w oczach widać goździkowe, drapieżne iskierki, ale przymilny cynamon i leniwa wanilia dominują. Nuty drzewne czuć wyraźnie,ale pozostają nienarzucającym się tłem dla reszty kompozycji.

O tym zapachu Pana Malle można powiedzieć na pewno,że jest: wyjątkowy, głęboki i gorący. Na mnie również dosyć zmienny . Pierwsza faza sprawia wrażenie gęstej i wilgotnej. Druga prawie zupełnie suchej i palącej. Trzecia jest pięknie wyważona, lecz nie traci charakteru. Musc Ravageur pozostaje nieczysty i pobudzony. Cóż-'nieczystość' można interpretować dwojako. A słowo 'pobudzony' już w pewien sposób ukierunkowuje skojarzenia. Tyle, że obie definicje 'nieczystości' pasują do MR. Zapach przez swoją fizjologiczną nutkę [która czasami również poza pierwsza fazą gdzieś pobrzmiewa w tle] sprawia wrażenie bardzo cielesnego. Niepozbawionego zwierzęcości przez kwiatowe mydło czy cytrusową wodę kolońską.Zresztą Musc Ravageur kojarzy mi się również z ciemnym,ciepłym, dusznym pomieszczeniem.
Druga definicja 'nieczystości' odnosi się do charakteru zapachu. Goździki podnoszą temperaturę. Cynamon rozkosznie otula. Wanilia czyni skórę słodką. Kompozycja jest bardzo sensualna - odnosi się do instynktów, skojarzeń.

Jak już pisałam - uwielbiam ten zapach. Mimo że niektóre wymienione skojarzenia mogą bardziej straszyć, niż zachęcać, zapach ma w sobie nieodparty magnetyzm.
Opakowanie- klasyczny,walcowaty flakon. Ładny i dosyć wygodny.

Trwałość- na mnie bardzo dobra. Trzyma się cały dzień

Gdzie pasuje- na pewno nie na letni dzień. Nie pasuje również na eleganckie przyjęcia wymagające sukni wieczorowej.

Komu pasuje-unisex. Bardziej skłania się w 'męską stronę'.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: bargamotka, lawenda

nuta serca: goździki, cynamon

nuta bazy: drewno gwajakowe, drewno sandałowe, drewno cedrowe, wanilia, bób tonka, piżmo, ambra.


Ilustracje:
Z Deaviantart'a. Autorzy:
randis
MagicalViper
Bartsartny
stoffelchen
AlexGarner

dziewczynka w masce by Ray Caesar

sobota, 14 sierpnia 2010

Etro - Ambra


Trzeba przyznać-pięknie wyszła ta Ambra. Na początku jest bardzo pikantna. Wręcz paląca. A po chwili roztacza cudowne ciepło. Takie, jakie bije od płonącego kominka, gdy jasne drewno strzela w ogniu, iskry tańczą na okopconych ściankach komina, a to, co poza ciepłem, wdziera się do pomieszczenia, to zapach świeżego, jeszcze lekko mokrego drewna.

W tej fazie Ambra daje z siebie wszystko co najlepsze-bucha żarem, lekko wierci w nosie 'przyprawową' goryczką i przepięknie pachnie labdanum. Cały urok tych perfum polega na zderzeniu żaru pikantności i lekkiej kadzidlanej nuty, z rozkoszną słodyczą. Do tego rodzaj słodyczy, jaki znajduję w Ambrze jest szlachetny-przypomina mi gęste,klejące, złotopomarańczowe krople słodkiej żywicy. Powoli, lecz uparcie spływają w dół. Gdy, w końcu któraś z nich dotyka skóry, czuć jej jednolitą, gładką konsystencję i przyjemne ciepło...to właśnie taki rodzaj słodkości-nietandetnej, złożonej i bogatej.

W tle czuć jakby zapach drewna-niekopcącego,a najpierw tylko podgrzewanego nad ogniem. Płaczącego żywicą, pocącego się aromatycznymi sokami. Dającego uczucie spokoju, bezpieczeństwa podobnego do tego, gdy siedzi się w ciepłym domku przy kominku,a za oknem śnieżyca świszcze gniewnie.

Niestety, po jakimś czasie [niespecjalnie długim] poszczególne składniki 'wietrzeją'-najpierw ulatnia się pikantna nuta, pozostawiając po sobie tylko lekką goryczkę. I już tak misternie upleciona kompozycja zaczyna się rozpadać. Na przód wychodzi ambra [no tak...w końcu to ona jest imienniczką zapachu] wysłodzona wanilią. Dalej tli się labdanum,a pozostałe składniki zlewając się ze sobą, tworzą korzenną , nutkę , która kojarzy mi się z pewnymi ciastkami.

I co dalej? Ambra umiera. Dość szybko, spokojnie, niegwałtownie. Nie mści się przed śmiercią, nie ginie tragicznie, nie użala się nad sobą. Po prostu w jednej chwili czuć, że jeszcze leciutko tuli się do skóry,a gdy sprawdzam następnym razem, zostaje tylko cień.

Chyba nie muszę mówić,że Ambra Etro mi się spodobała :) Gdyby jeszcze miała lepszą trwałość, to pewnie zapragnęłabym własnego flakonu.


Opakowanie-niespecjalnie podobają mi się flakony Etro. Kojarzą mi się z arabskimi bazarami.

Trwałość- Ambra to woda kolońska. Biorąc to pod uwagę i porównując z wieloma innymi EDC, wychodzi bardzo dobrze. Ale i tak pozostawia po sobie odrobinkę zawiedzenia 'że to już koniec'.

Gdzie pasuje-cudowny zapach na chłodne jesienne wieczory. Z zimowymi mrozami też dobrze współgra.

Komu pasuje- unisex.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: cytrusowa - kolendra, bergamotka, cytryna, geranium
nuta serca: drzewna - paczula, olejek labdanum
nuta bazy: kwiatowo-orientalna - wanilia, piżmo, ambra

Źródła ilustracji:
-Deviantart. Autorzy:
dark-spider
Shog
nieznany :(
blackeri